Translate

niedziela, 31 maja 2026

DWA FILARY, DWA TEMPERAMENTY, JEDNA WIARA - ŚWIĘCI PIOTR I PAWEŁ NA OBRAZIE MANFREDIEGO

Swięci Piotr i Paweł by Bartolomeo Manfredi

    Czasami obraz zatrzymuje mnie mocniej niż słowa.

   Nie dlatego, że jest idealny. Nie dlatego, że wszystko od razu rozumiem. Ale dlatego, że nagle zaczynam czuć obecność ludzi ukrytych pod warstwą farby, światła i cienia.

    Tak było dzisiaj.

 Natknęłam się na obraz Bartolomeo Manfrediego przedstawiający świętych Piotra i Pawła. Dwóch wielkich apostołów. Dwóch filarów Kościoła. Dwóch ludzi tak różnych od siebie, że po ludzku patrząc – chyba nie mieli prawa iść tą samą drogą.

    A jednak Kościół od wieków pokazuje ich razem.

    I może właśnie dlatego.

   Bo Piotr i Paweł są dowodem na to, że Bóg nie wybiera ludzi „jednakowych”. Nie tworzy świętości według jednego wzoru.

 Piotr był prostym rybakiem. Człowiekiem impulsywnym. Pełnym serca, ale także lęku. To przecież on zaparł się Jezusa trzy razy. A jednak właśnie jemu Chrystus powiedział:

  „Ty jesteś Piotr – Skała.”

  To jemu powierzono budowanie Kościoła. Nie dlatego, że był doskonały. Ale dlatego, że potrafił kochać i wracać.

  Paweł był zupełnie inny. Wykształcony. Inteligentny. Surowy. Na początku prześladowca chrześcijan. Człowiek przekonany, że służy Bogu, walcząc z uczniami Chrystusa.

 A potem nastąpiło olśnienie pod Damaszkiem. Światło. Upadek. Przemiana.

 I właśnie ten dawny prześladowca stał się jednym z największych głosicieli Ewangelii. Podróżował. Nauczał. Pisał listy. Budował wspólnoty. Mówił o miłości mocą słów, które do dziś poruszają serca.

  Kiedy patrzę na obraz Manfrediego, widzę nie tylko dwóch świętych. Widzę dwa ludzkie światy.

  Piotr przypomina mi ludzi prostego serca. Takich, którzy czasem się boją, mylą, upadają, ale mimo wszystko idą dalej.

   Paweł przypomina tych, którzy długo szukają prawdy przez rozum, pytania i walkę wewnętrzną.

  A Kościół pokazuje ich razem, ponieważ chrześcijaństwo potrzebuje obu tych dróg. Serca i rozumu. Pokory i odwagi. Ciszy i głoszenia.

   Piotr symbolicznie trzyma klucze. To znak odpowiedzialności za Kościół.

  Paweł często przedstawiany jest z mieczem. Nie po to, by walczyć przemocą. Ale dlatego, że jego słowo było ostre, mocne i przecinające ludzkie złudzenia.

  Obaj ponieśli śmierć męczeńską w Rzymie. Obaj oddali życie za wiarę. I obaj do dziś stoją obok siebie – choć byli tak bardzo różni.

  Myślę czasem, że to ważna lekcja także dla nas.

  Nie musimy być identyczni, aby iść ku temu samemu światłu. Nie każdy modli się tak samo. Nie każdy wierzy tak samo. Nie każdy przeżywa Boga w identyczny sposób.

  A jednak możemy być częścią jednej drogi.

 Patrząc dziś na obraz Manfrediego, pomyślałam jeszcze o jednym. Może świętość nie polega na tym, by nigdy nie upaść. Może bardziej chodzi o to, by pozwolić Bogu przemieniać swoje życie. Tak jak Piotr. Tak jak Paweł.

Modlitwa do świętych Piotra i Pawła

Święci Piotrze i Pawle, dwaj wielcy świadkowie wiary, prowadźcie nas drogą odwagi i zaufania.

Nauczcie nas, że słabość nie przekreśla człowieka, a upadek nie musi być końcem.

Święty Piotrze, ucz nas wierzyć sercem, nawet wtedy, gdy ogarnia nas lęk.

Święty Pawle, ucz nas szukać prawdy, mieć odwagę przemiany i nie bać się nowych początków.

Pomóżcie nam budować dobro, łączyć ludzi zamiast dzielić, i pamiętać, że Bóg potrafi działać przez bardzo różne ludzkie historie.

Amen.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

sobota, 30 maja 2026

LATAJĄCY ŚWĘTY OD LĘKU I NADZIEI

 

Lewitujący św.Józef z Kupertynu,
Ludovico Mazzani, XVIIIw.

Święty Józef z Kupertynu – latający święty od ludzkiego lęku i nadziei

   Wieczorami często patrzę w niebo.

 Nad moim domem bardzo nisko przelatują samoloty. Mieszkam niedaleko lotniska, więc nieraz słyszę charakterystyczny szum silników, a po zmroku widzę migające światła – czerwone, białe i zielone. Czasami wyglądają jak spokojnie płynące po niebie świetlne statki.

   Wtedy zaczynam myśleć o ludziach siedzących w środku.

O kimś, kto leci pierwszy raz i ściska nerwowo podłokietnik. O dziecku przyklejonym do okna. O kimś wracającym do domu po wielu miesiącach. O zakochanych. O zmęczonych stewardesach i stewardach. O pilotach odpowiedzialnych za setki istnień. O ludziach lecących ku radości… albo ku trudnym pożegnaniom.

   I wtedy przypomina mi się zawsze ON.

   Święty Józef z Kupertynu.

   Ten niezwykły franciszkanin z XVII wieku nazywany jest „latającym świętym”. Według świadectw ludzi, którzy go znali, podczas modlitwy wpadał w tak głęboką ekstazę duchową, że miał unosić się nad ziemią. Dla jednych brzmi to niewiarygodnie, dla innych jest znakiem niezwykłej bliskości Boga.

   Kościół ogłosił go patronem lotników, pilotów, podróżujących samolotami oraz wszystkich pracujących w służbie lotniczej.

  I muszę przyznać, że przez wiele lat był także patronem moich podróży.

  Zawsze przed lotem zwracałam się do niego z krótką modlitwą. Nie była długa ani szczególnie wyszukana. Raczej zwyczajna, trochę po ludzku przestraszona:

„Święty Józefie, doprowadź mnie szczęśliwie.”

  I chyba czułam się wtedy spokojniejsza.

  Dziś już nie latam samolotami. Ze względów zdrowotnych moje podróże zostały na ziemi. Można powiedzieć pół żartem, pół serio, że już „nie zawracam świętemu Józefowi głowy” prośbami o pomoc dla mnie.

  A jednak on wciąż do mnie wraca. W tych światłach nad domem. W samolotach przecinających wieczorne niebo. W wyobrażeniach ludzi siedzących tam wysoko ponad chmurami.

  Myślę wtedy, że każdy z nas jest w jakiejś podróży. Nie zawsze samolotem. Czasem przez chorobę. Czasem przez samotność. Czasem przez lęk. Czasem przez nadzieję.

 I może właśnie dlatego tak lubię postać tego trochę niezwykłego świętego. Bo przypomina mi, że człowiek nie musi wszystkiego unieść sam.

 Są chwile, kiedy potrzebujemy oddać swój strach komuś większemu od siebie. Choćby na czas startu. Choćby na kilka godzin lotu. Choćby tylko na moment.

  A kiedy patrzę wieczorem na migające światła samolotów nad moim domem, myślę czasem cicho:

  „Święty Józefie z Kupertynu, czuwaj nad nimi wszystkimi.”



Modlitwa przed podróżą samolotem do św. Józefa z Kupertynu

Święty Józefie z Kupertynu, patronie podróżujących samolotami, opiekuj się mną podczas tej drogi.

Oddal lęk i niepokój, czuwaj nad pilotami, załogą i wszystkimi pasażerami.

Niech podróż przebiegnie spokojnie i bezpiecznie, a każdy, kto leci ku swoim bliskim, wróci szczęśliwie do domu.

A jeśli w sercu pojawi się strach, pomóż mi zaufać, że nawet wysoko ponad chmurami nie jestem sam.

Amen.




Rozpoczynając ten post, nie wiedziałam, że św. Józef z Kupertyny jest również patronem studentów. Poniższy materiał znalazłam przy okazji odkrywania fotografii świętego  w Kingdom Revelator

II Część
Św. Józef z Kupertynu jako patron studentów


"Wielu studentów prosi św. Józefa z Kupertynu o pomoc w zdaniu egzaminów. Był on świętym człowiekiem i wielkim świętym, mimo że miał trudności w nauce.


JEGO DZIECIŃSTWO

Święty Józef z Kupertynu urodził się w 1603 roku w pobliżu Neapolu we Włoszech, w bardzo biednej rodzinie. Nie był zbyt bystrym dzieckiem i miał trudności z najprostszymi zadaniami szkolnymi. To sprawiało, że był obiektem żartów dla szkolnych kolegów i sąsiadów. Wiedział, że jest mało inteligentny, niezdarny, porywczy i miał problemy z nawiązywaniem kontaktów. Ze względu na swoją chorowitość, jego dzieciństwo nie należało do szczęśliwych, ale Józef miał silną wiarę, był bardzo pokorny i przyjmował wszystkie swoje cierpienia jako wolę Bożą.

Klasztor

Mając około siedemnastu lat, zobaczył zakonnika żebrzącego o jedzenie. Zrozumiał, że chce to robić w życiu i wstąpił do franciszkanów. Miał jednak trudności z nauką i był bardzo źle traktowany. W końcu poproszono go o odejście, ponieważ nie mógł się skupić na nauce i obawiano się, że nie zda egzaminów. Józef próbował wstąpić do innych klasztorów, ale odmówiono mu natychmiast lub po kilku tygodniach, gdy zdano sobie sprawę, że nie jest wystarczająco sprytny.

JEGO ŚWIĘCENIA

Józef smutno wrócił do domu. Dla rodziny i przyjaciół wyglądał na nieudacznika, ale wierzył i ufał, że Bóg ma dla niego wielkie rzeczy. Postanowił, że jeśli nie może zostać zakonnikiem, to i tak może im pomóc i zaczął pracować jako stajenny u franciszkanów. Oddał się całkowicie życiu pełnemu upokorzeń, umartwień i posłuszeństwa, wykazując się w swojej pracy taką miłością, czystością i pokorą, że zakonnicy dostrzegli jego świętość i ponownie zaprosili go do dołączenia do nich. Dzięki cudownej interwencji Boga Józef ukończył studia i w 1628 roku przyjął święcenia kapłańskie. Zawsze żywił wielkie nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny i propagował Jej kult wśród ludzi, dlatego został wysłany do pracy w Sanktuarium Madonna della Grazia, gdzie spędził piętnaście lat.

LATAJĄCY ŚWIĘTY

Jego życie jako kapłana było długim ciągiem wizji i innych niebiańskich łask. Po święceniach, jak twierdzą, zaczął lewitować podczas odprawiania Mszy Świętej lub odmawiania Modlitw Kościoła. Był tak głęboko pogrążony w modlitwie, że jego ciało mogło unosić się ku niebu i widziano go unoszącego się w powietrzu w pozycji klęczącej. Święty obraz lub wspomnienie imienia Boga, Najświętszej Maryi Panny lub któregoś ze Świętych mogły go wprowadzić w stan ekstazy. Świadkowie tych mistycznych doświadczeń postrzegali je jako znak wielkiej świętości, czystości i pokory Józefa, ale jego przełożeni zakonni uznali, że przeszkadza i ostatecznie zabronili mu pojawiać się publicznie. Przez trzydzieści pięć lat Józef musiał przebywać w swoim pokoju w klasztorze, gdzie miał prywatną kaplicę.

POBOŻNOŚĆ WŚRÓD STUDENTÓW

Spędził wiele samotnych lat, przenoszony z jednego klasztoru do drugiego, ale Józef zachował swojego zrezygnowanego i radosnego ducha, ufnie poddając się Boskiej Opatrzności. Wiódł bardzo proste życie, mało jadł i spędzał dni na modlitwie i kontemplacji. Zmarł 18 września 1663 roku. Św. Józef z Kupertynu został beatyfikowany przez Benedykta XIV w 1753 roku i jest patronem studentów przygotowujących się do egzaminów, pilotów i lotników. Istnieje wielkie nabożeństwo do św. Józefa z Kupertynu wśród uczniów szkół, studentów i uniwersytetów, którzy proszą o jego wstawiennictwo i interwencję w przygotowaniach do egzaminów. Istnieją tradycyjne modlitwy, które można odmawiać, a wielu młodych ludzi świadczy o ich skuteczności. Dlaczego nie poprosisz św. Józefa z Kupertynu o pomoc w twoich egzaminach?

Modlitwa do św. Józefa z Kupertynu 

Święty Józefie z Kupertynu, w czasie swojego życia otrzymałeś od Boga łaskę, aby na egzaminach zadawano ci tylko pytania, które znałeś, modlę się, abyś wyjednał dla mnie podobną łaskę na egzaminach, do których teraz się przygotowuję. Święty Józefie z Kupertynu, módl się za mną. Amen. "
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

piątek, 29 maja 2026

O ŚWIĘTYCH POMYŁKACH I WIELKIM ZAUFANIU


Św.Ksawera Cabrini

  Wizyta gości w moim domu zawsze przynosi ze sobą mnóstwo ciepła, śmiechu i... niespodziewanych inspiracji. Ostatnio, podczas jednego z takich spotkań, jeden z moich gości zaczął nerwowo spoglądać na zegarek. spieszył się, by zdążyć zająć wolne miejsce parkingowe pod swoim blokiem. Wtedy drugi z biesiadników uśmiechnął się spokojnie i rzucił: „Ja przed każdą podróżą, jeszcze zanim ruszę w drogę, proszę o pomoc św. Ksawerę Cabrini. Mówię jej: Św. Matko Ksawero Cabrini, patronko kierowców i podróżujących, znajdź miejsce dla mojej maszyny. I wiecie co? Zawsze mam wolne miejsce!”.
  Ta urocza historia natychmiast uruchomiła we mnie lawinę myśli. Jako blogerka od razu postanowiłam zgłębić temat. Szybko okazało się, że oficjalną patronką kierowców w Kościele jest św. Franciszka Rzymianka, natomiast św. Franciszka Ksawera Cabrini to przede wszystkim opiekunka imigrantów. Czy to oznacza, że modlitwa mojego gościa była błędem? Czy święci w niebie odrzucają nasze podania, bo pomyliliśmy „resorty” lub okienka w niebiańskim urzędzie?
Święci to przyjaciele, nie urzędnicy
   W codziennym życiu bardzo często szukamy orędownictwa u konkretnych świętych. Prosimy św. Antoniego o zgubione klucze, św. Judę Tadeusza w sprawach beznadziejnych, a św. Krzysztofa o bezpieczną drogę. Przypisywanie im konkretnych „dziedzin” pomaga nam, ludziom, uporządkować naszą modlitwę i zbliżyć się do nich jako do postaci z krwi i kości, które doskonale znają trudy ziemskiego życia.
  Jednak w niebie nie ma sztywnych struktur, biurokracji ani podziału na działy kompetencji. Święci nie konkurują ze sobą i nie odsyłają nas z kwitkiem tylko dlatego, że pomyliliśmy ich życiorysy.
  Dla Boga i Jego przyjaciół liczy się coś zupełnie innego:
Czysta intencja – serce, które szuka ratunku i pokoju.
Głębokie zaufanie – wiara dziecka, które wie, że nie zostanie same ze swoim problemem.
Dobra wiara – ufność, że każdy święty, do którego się zwrócimy, weźmie naszą intencję i z miłością przedstawi ją przed Bożym tronem.
Piękno „świętych pomyłek”
   Historia z parkowaniem i św. Ksawerą Cabrini pokazuje coś niezwykłego. Choć formalnie doszło do drobnej pomyłki faktograficznej, to intencja płynęła prosto z serca, na długo przed wjazdem na zatłoczoną ulicę. I ta modlitwa działa! Bo święta Matka Cabrini, która sama przemierzała ocean i lądy, doskonale rozumie, czym jest trud podróży i zmęczenie drogą.
  Nie bójmy się więc rozmawiać z niebem prostymi słowami. Nawet jeśli pomylimy imiona, patronaty czy daty – niebo rozumie język miłości i całkowitego zawierzenia. Każdy święty jest przede wszystkim pośrednikiem między nami a Panem Bogiem.
  Na koniec zostawiam Wam krótką modlitwę, którą możecie odmawiać przed każdą, nawet najkrótszą podróżą samochodem.
Modlitwa o bezpieczną drogę i pokój w sercu
   Panie Boże, Ty znasz każdą moją drogę i liczysz wszystkie moje kroki. Proszę Cię dzisiaj o bezpieczną jazdę, bystre oko i cierpliwość za kierownicą. Ty sam czuwaj nad moim wejściem i wyjściem.
  Święta Franciszko Ksawero Cabrini, święta Franciszko Rzymianko, św. Krzysztofie i wszyscy święci patronowie podróżnych – wspierajcie mnie swoim wstawiennictwem. Pomagajcie mi bezpiecznie dotrzeć do celu, uczyć się życzliwości na drodze i zawsze znajdować bezpieczne miejsce dla mojej maszyny. Amen.

  Jeszcze dodam, że ja osobiście upoważniam św. Anioła Stróża, aby był kierowcą mojego pojazdu  albo moich bliskich właśnie w danym momencie podróżujących.

  W jednym z następnych postów napiszę o św, Józefie z Kupertynu znanym jako "latający święty", któremu ja już "głowy nie zawracam", ponieważ zakończyłam podróże samolotami.
   Czy zdarzyło Wam się kiedyś modlić do „niewłaściwego” świętego, a mimo to otrzymać potrzebną łaskę? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

czwartek, 28 maja 2026

OD SŁODYCZY ZMYSŁÓW DO SŁODYCZY SERCA

Ludwig Knaus - śłoski ząbek (1897


   Na obrazie Ludwiga Knausa widzimy młodą dziewczynę, która w domowym zaciszu oddaje się prostej, codziennej przyjemności. Siedzi wygodnie w fotelu, trzymając w dłoni papierową torebkę pełną łakoci. Przymyka oczy z lekkim uśmiechem, w pełni delektując się błogim smakiem słodyczy.
  W tej samej chwili jej nozdrza uderza inny, niezwykle subtelny zapach. Dziewczyna delikatnie odwraca głowę i spogląda w stronę okna, gdzie w glinianej doniczce rozkwitają fioletowe fiołki. To nagłe spotkanie dwóch różnych rodzajów słodyczy – jednej karmiącej ciało i drugiej poruszającej duszę – staje się początkiem czegoś znacznie głębszego.
  W tej zwyczajnej, intymnej chwili wydarza się mały cud zatrzymania. Dziewczyna zaczyna się zamyślać, a jej serce niespodziewanie i szeroko otwiera się na Bożą obecność. Budzi się w niej pragnienie bezpośredniej, intymnej rozmowy z Panem, która nie potrzebuje głośnych słów, lecz odbywa się wyłącznie w ciszy jej własnych myśli.
 Tuż obok, na stole przykrytym czerwonym obrusem, leży otwarta książka. To modlitewnik, który z pewnością służył jej już wielokrotnie w codziennych praktykach. Dziewczyna zna zapisane w nim formuły, szanuje je i ceni, jednak dzisiaj czuje, że to jej nie wystarcza. Pragnie czegoś więcej – modlitwy myślnej, płynącej prosto z głębi serca, a nie powtarzanej za słowami innych autorów. Uświadamia sobie, że Bóg nie mieszka wyłącznie w grubych księgach i monumentalnych świątyniach. On ukrywa się w codzienności, w słodyczy drobnych darów i w zapachu wiosennych kwiatów, czekając jedynie, aż oderwiemy wzrok od tekstu i po prostu na Niego spojrzymy.
Modlitwa:
Panie Jezu,
Dziękuję Ci za małe, codzienne radości, które poruszają moje zmysły. Dziękuję za chwile, w których zapach kwiatów i cisza domu przypominają mi o Twojej stałej obecności. Dzisiaj odkładam na bok gotowe modlitewniki i słowa innych ludzi, bo chcę stanąć przed Tobą w całkowitej prostocie. Chcę rozmawiać z Tobą myślą, bez pośpiechu i w absolutnym zaufaniu. Rozlej swoją duchową słodycz w mojej duszy i naucz mnie trwać przy Twoim Sercu każdego dnia.
Amen.
Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój.
Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce,
podziel się swoją myślą w komentarzu
– każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

środa, 27 maja 2026

LEON XIV PREZENTUJE ENCYKLIKĘ; ROZBROIĆ SZTUCZNĄ INTELIGENCJĘ, NIE DLA LOGIKI WYKLUCZENIA I DOMINACJI

 


   „Sztuczna inteligencja wymaga dziś rozbrojenia” - powiedział Leon XIV podczas prezentacji jego pierwszej encykliki „Magnifica humanitas”. Ojciec Święty ostrzegł, że rozwój nowych technologii nie może prowadzić do dominacji, wykluczenia ani osłabienia ludzkiego sumienia. Zaapelował także o wspólne budowanie „bardziej ludzkiego i braterskiego społeczeństwa”.

AI jako nowe wyzwanie dla Kościoła

  Leon XIV podkreślił, że współczesny świat stoi wobec przemian porównywalnych z rewolucją przemysłową XIX wieku. Nawiązując do nauczania Leona XIII i encykliki „Rerum novarum”, zaznaczył, że Kościół także dziś jest wezwany do odczytywania nowych wyzwań w świetle Ewangelii i godności człowieka.


  Papież zauważył, że sztuczna inteligencja już teraz wpływa na wiele dziedzin życia społecznego i gospodarczego, a także na decyzje dotyczące współistnienia ludzi. Zwrócił uwagę, że zmienia ona również sposób prowadzenia wojen.


„Sztuczna inteligencja wymaga rozbrojenia”

  Ojciec Święty mówił o niebezpieczeństwie coraz bardziej autonomicznych systemów uzbrojenia oraz algorytmów mogących pogłębiać niesprawiedliwość i wykluczenie społeczne. Wskazał między innymi na możliwość ograniczania dostępu do opieki zdrowotnej, zatrudnienia czy bezpieczeństwa na podstawie danych obciążonych uprzedzeniami.

   „Słyszę także milczenie tych, którzy nie mają głosu w procesie podejmowania decyzji” - powiedział Leon XIV, ostrzegając przed nowymi formami cierpienia i marginalizacji.

   Papież wyjaśnił, że pojęcie „rozbrojenia” oznacza uwolnienie sztucznej inteligencji od logiki dominacji, wykluczenia i śmierci. Porównał ją do energii nuklearnej, która również wymaga odpowiedzialności moralnej i kontroli publicznej. „Decyzje dotyczące technologii nie mogą nigdy być oddzielone od sumienia i odpowiedzialności” - podkreślił.


Ojciec Święty mówił o niebezpieczeństwie coraz bardziej autonomicznych systemów uzbrojenia oraz algorytmów mogących pogłębiać niesprawiedliwość i wykluczenie społeczne (@Vatican Media)

Odbudować zaufanie, nie tylko systemy

„Rozbrojenie jednak nie wystarczy. Musimy budować” - powiedział Leon XIV, podkreślając, że wobec rewolucji technologicznej potrzebne jest nie tylko ograniczanie zagrożeń, ale także tworzenie nowych fundamentów współistnienia opartego na zaufaniu i odpowiedzialności.

  Papież nawiązał do swojego doświadczenia misyjnego w Peru po katastrofalnych powodziach z 2017 roku. Jak podkreślił, wtedy zrozumiał, że odbudowa nie oznacza jedynie odtworzenia zniszczonych domów czy dróg, ale przede wszystkim odbudowę więzi międzyludzkich, zaufania i nadziei. „Nikt nie odbudowuje sam” - przypomniał Ojciec Święty.

  W tym kontekście przywołał postać biblijnego Nehemiasza odbudowującego mury Jerozolimy. Jak wyjaśnił, obraz ten nie oznacza zamknięcia ani podziałów, lecz wspólną odpowiedzialność za dobro wspólne. „Cegła po cegle kształtuje się bardziej sprawiedliwe współistnienie, zdolne chronić godność wszystkich” - podkreślił Papież.

  Ojciec Święty zaznaczył również, że sztuczna inteligencja może stać się „placem budowy historii w perspektywie komunii”, jeśli rozwój technologiczny będzie służył życiu człowieka. Przestrzegł jednak przed budowaniem bez solidnych fundamentów moralnych. „Nie bójmy się sztucznej inteligencji, lecz nieustannie stawiajmy pytanie o człowieka” – powiedział.

„Rozbrojenie jednak nie wystarczy. Musimy budować” - powiedział Leon XIV (@Vatican Media)

Człowieka nie można sprowadzić do danych

  Papież przypomniał nauczanie Pawła VI, według którego prawdziwy rozwój dotyczy „każdego człowieka i całego człowieka”. Ostrzegł przed redukowaniem osoby ludzkiej do wydajności, zdolności poznawczych czy zwykłych danych.

  „Osoba ludzka nosi w sobie wolność, życie wewnętrzne oraz powołanie do miłości i oddawania czci Bogu, których żadna maszyna nie może zastąpić ani zablokować” - zaznaczył Leon XIV.

W prezentacji papieskiej encykliki uczestniczyło wiele osób (@Vatican Media)

Kościół chce uczestniczyć w debacie o AI

  Występując w auli synodalnej Ojciec Święty zapewnił, że Kościół chce uczestniczyć w debacie o sztucznej inteligencji nie po to, by zastępować ekspertów technicznych, ale by przypominać o niezbywalnej godności człowieka.

  Leon XIV wezwał do wspólnego budowania „bardziej ludzkiego i braterskiego społeczeństwa” oraz „cywilizacji miłości”, o której nauczali święci: Jan Paweł II i Paweł VI. „To nie jest naiwne marzenie. To kierunek. To droga, którą Jezus Chrystus otwiera w historii” - powiedział Papież.

Źródło: 
vaticannews.va -
Autor: Ks. Łukasz Bankowski - Watykan

wtorek, 26 maja 2026

MATKI OD SERCA - CICHE BOHATERKI CODZIENNOŚCI

 „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25,40)

 

 Dzień Matki.

   W internecie znów pojawiły się kwiaty, życzenia, rodzinne fotografie i piękne słowa o macierzyństwie. I bardzo dobrze. Bo każda dobra matka zasługuje na wdzięczność.

    Ale dzisiaj moje myśli biegną szczególnie ku innym matkom.

  Tym, które pokochały dziecko nie dlatego, że nosiły je pod sercem, lecz dlatego, że pewnego dnia otworzyły przed nim swoje serce i dom.

   Myślę o matkach adopcyjnych.

  A jeszcze bardziej o tych, które przyjęły dzieci chore, z niepełnosprawnościami, z obciążeniami, z historią trudniejszą, niż ktokolwiek początkowo przypuszczał.

  Bo czasem na początku wiadomo niewiele. Kilka zdań. Kilka dokumentów. Niepewność. Nadzieja.

  A potem życie zaczyna powoli odsłaniać prawdę. Diagnozy. Terapie. Lęk. Bezsenne noce. Zmęczenie. Niepewność jutra.

  I nagle okazuje się, że miłość musi nauczyć się ogromnej cierpliwości.

  Myślę czasem, że takie matki są bardzo podobne do cichych ogrodników. Codziennie pielęgnują coś kruchego, często nie widząc szybkich efektów. A jednak nie odchodzą.

  Zostają.

  Przy dziecku, które nie umie nazwać emocji. Przy dziecku, które reaguje złością zamiast czułością. Przy dziecku, które nigdy nie będzie „łatwe”.

  I choć świat nieraz widzi tylko trudne zachowanie, one widzą przede wszystkim zranione serce.

  Nie piszę tego po to, aby kogokolwiek pouczać. Ani po to, by stawiać takie matki na pomnikach.

 Chcę tylko, aby w Dniu Matki ktoś o nich pomyślał. Może cicho. Może z modlitwą. Może z wdzięcznością.

  Bo bardzo często są to kobiety, które każdego dnia oddają swoje siły, spokój, zdrowie, czas, a czasem nawet własne marzenia, aby mały człowiek dostał jeszcze jedną szansę.

 I wtedy wracają do mnie słowa Jezusa:

 „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25,40)

 Może właśnie w takich domach, pełnych terapii, zmęczenia, niepewności, a jednocześnie czułości, Bóg jest szczególnie blisko.

 Bo prawdziwa miłość bardzo często nie wygląda jak obrazek z reklamy. Czasem wygląda jak zmęczona kobieta, która mimo wszystkiego wstaje rano i zaczyna kolejny dzień.


Modlitwa za matki adopcyjne i opiekujące się chorymi dziećmi

Panie, otocz swoją opieką wszystkie matki, które przyjęły pod swój dach dzieci potrzebujące szczególnej troski.

Daj im siłę, kiedy są zmęczone. Daj nadzieję, kiedy przychodzi bezradność. Daj chwilę odpoczynku, kiedy codzienność staje się zbyt ciężka.

Błogosław ich sercom, które uczą się cierpliwości, wytrwałości i miłości bez warunków.

Czuwaj także nad dziećmi, które noszą w sobie rany, lęk, chorobę lub trudną historię.

Niech w tych domach, mimo wszystkich trudności, nigdy nie zabraknie światła, ciepła i ludzi, którzy będą umieli kochać.

Amen.