Translate

piątek, 7 sierpnia 2026

PRZEMIENIENIE PAŃSKIE NA GÓRZE TABOR



    Święto Przemienienia Pańskiego rozpowszechniło się na Zachodzie w XI wieku i zostało wprowadzone do kalendarza rzymskiego w 1457 roku, aby upamiętnić zwycięstwo nad islamem w Belgradzie. Wcześniej Przemienienie Pańskie obchodzono w obrządkach syryjskim, bizantyjskim i koptyjskim. Przemienienie zapowiada chwałę Pana jako Boga i Jego Wniebowstąpienie. Zapowiada chwałę nieba, gdzie ujrzymy Boga twarzą w twarz. Dzięki łasce już teraz uczestniczymy w boskiej obietnicy życia wiecznego

    Z Katechizmu Kościoła Katolickiego, 554:
Od dnia, w którym Piotr wyznał, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga żywego, Mistrz „zaczął wskazywać swoim uczniom, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć… i zostać zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstać”. Piotr gardzi tą przepowiednią, a inni nie rozumieją jej lepiej niż on. W tym kontekście tajemniczy epizod Przemienienia Pańskiego rozgrywa się na wysokiej górze, przed trzema świadkami, wybranymi przez Niego: Piotrem, Jakubem i Janem. Twarz i szaty Jezusa jaśnieją blaskiem, a pojawiają się Mojżesz i Eliasz, mówiąc „o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie”. Obłok okrywa Go, a głos z nieba mówi: „To jest mój Syn, Wybrany, Jego słuchajcie!”.

    Przemienienie Pańskie.
Nasz Boski Odkupiciel, przebywając w Galilei około roku przed Swoją świętą Męką, zabrał ze sobą świętego Piotra i dwóch synów Zebedeusza, świętych Jakuba i Jana, i zaprowadził ich na odosobnioną górę. Tradycja zapewnia nas, że była to góra Tabor, niezwykle wysoka i piękna, od starożytności porośnięta zielonymi drzewami i krzewami, a także bardzo urodzajna. Wznosi się niczym głowa cukru na rozległej równinie pośrodku Galilei. To właśnie w tym miejscu Bóg-Człowiek ukazał się w swojej chwale.

    Podczas modlitwy Jezus znosił chwałę, która zawsze należała się Jego świętej pokorze, a której dla nas ją pozbawił, by rozproszyć promień na całym Swoim ciele. Jego twarz zmieniła się i zajaśniała jak słońce, a szaty stały się białe jak śnieg. Trzej apostołowie ujrzeli wówczas Mojżesza i Eliasza w Jego towarzystwie i usłyszeli, jak rozmawiają z Nim o śmierci, którą miał ponieść w Jerozolimie.

    Trzej apostołowie byli niezmiernie zachwyceni tą chwalebną wizją, a św. Piotr zawołał do Chrystusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy. Postawmy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy św. Piotr przemawiał, nagle z nieba wyłonił się jasny, lśniący obłok, symbol obecności majestatu Bożego, a z obłoku dobiegł głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Apostołów, którzy byli przy tym, usłyszawszy ten głos, ogarnął nagły lęk i upadli na ziemię; lecz Jezus, podszedłszy do nich, dotknął ich i kazał im wstać. Natychmiast to uczynili i nie zobaczyli nikogo oprócz Jezusa stojącego w swojej zwyczajnej pozycji.

    Wizja ta miała miejsce w nocy. Gdy następnego ranka schodzili z góry, Jezus nakazał im, aby nikomu nie opowiadali o tym, co widzieli, dopóki nie zmartwychwstanie.
— Fragment książki Butlera „Żywoty świętych”, wyd. Benziger Bros. [1894]

W Przemienieniu Chrystus przez krótką chwilę cieszył się tym uwielbionym stanem, który miał być Jego na zawsze po Zmartwychwstaniu w Niedzielę Wielkanocną. Blask Jego wewnętrznej Boskości i uszczęśliwiającej wizji Jego duszy przelał się na Jego ciało i przesiąkł Jego szaty, tak że Chrystus stanął przed Piotrem, Jakubem i Janem w śnieżnobiałej jasności. Celem Przemienienia było zachęcenie i umocnienie Apostołów, przygnębionych przepowiednią ich Mistrza dotyczącą Jego własnej Męki i Śmierci. Apostołowie mieli zrozumieć, że Jego odkupieńcze dzieło ma dwie fazy: Krzyż i chwałę – że będziemy uwielbieni razem z Nim tylko wtedy, gdy najpierw razem z Nim będziemy cierpieć.

Obraz: Parma - Fresk Przemienienia Pańskiego  na Górze Tabor w Duomo lattenzio Gambara (1567-1573)



MODLITWA
Boże, Ty w chwalebnym Przemienieniu Twojego Jednorodzonego Syna potwierdziłeś tajemnice wiary świadectwem Ojców i cudownie zapowiedziałeś nasze pełne przybranie za synów, spraw, prosimy, aby Twoi słudzy, słuchając głosu Twojego umiłowanego Syna, zasłużyli na to, by stać się współdziedzicami z Nim. Który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, na wieki wieków. Amen
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

środa, 5 sierpnia 2026

ODZYSKIWANIE WIARY


El Greco - Chrystus uzdrawiający niewidomych


    „Twoja wiara cię ocaliła”. Jezus wielokrotnie powtarza te pocieszające słowa w Ewangeliach. Wśród wielu przykładów Jezus mówi to grzesznej kobiecie w domu Szymona faryzeusza (Łk 7,50), kobiecie cierpiącej na krwotok, która dotknęła frędzla Jeg szaty (Mt 9,22) i niewidomemu żebrakowi w pobliżu Jerycha (Łk 18,42). W tej końcowej scenie Biblia Knoxa oferuje uderzające tłumaczenie tej frazy. Bardziej znane tłumaczenie to: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”, ale prałat Knox tłumaczy ten werset jako „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”. W jaki sposób wiara przynosi nam uzdrowienie?

     List do Hebrajczyków definiuje wiarę jako „pewność tego, czego się spodziewamy, przekonanie o tym, czego nie widzimy” (Hbr 1,11). Ten związek między wiarą a nadzieją uwidacznia się, gdy ktoś zwraca się do Chrystusa po uzdrowienie. Ma on przekonanie, że On jest w stanie dokonać tego aktu uzdrowienia: najpierw przychodzi do Jezusa po uzdrowienie fizyczne, ale odkrywa, że ​​wiara przynosi potężniejsze uzdrowienie, ukazując nam nieskończoną wartość przyjścia do Chrystusa w wierze.

     Wiara jest przede wszystkim darem, który otrzymujemy od Boga w dniu chrztu. Dlaczego nam go daje? Abyśmy mogli poznać, kochać i służyć Mu. Dlatego jedną z najłatwiejszych, a zarazem najpotężniejszych modlitw, o które można się modlić, jest prośba o dar wiary. Widzimy to pięknie wyrażone przez człowieka, który przyprowadza swojego syna do Jezusa i woła: „Wierzę, Panie, zaradź mojemu niedowiarstwu” (Mk 9,24), co jest podjęte w Modlitwie Powszechnej papieża Klemensa XI: „Panie, wierzę w Ciebie, umocnij moją wiarę”. Jest piękno w proszeniu o silniejszą wiarę, ponieważ zakłada to, że ktoś już ma wiarę, „bo każdy, kto się do Niego zbliży, musi uwierzyć , że On jest i że nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11,6). Kiedy ktoś modli się o silniejszą wiarę, Pan z radością ją daje jako lekarstwo, które chce nam dać na uzdrowienie, zwłaszcza jako uzdrowienie z choroby grzechu.

    Im głębiej pogrążamy się w grzechu, tym bardziej nasz moralny kompas może ulec wypaczeniu. Możemy oszukiwać samych siebie, powtarzając takie słowa, jak: „To naturalne”, „Chcę tego, a moje pragnienia są dobre, więc mogę to zrobić” lub „Wszyscy inni to robią, więc dlaczego ja nie mogę?”. Lecz Boski Lekarz, którego lekarstwo wiary daje nam uzdrawiającą maść na ostrą wysypkę grzechu. Jego lekarstwo wiary pomaga nam uporządkować nasze pragnienia ku wiecznej szczęśliwości z Nim.

    Uzdrowienie, którego szukamy od grzechu, może być nam dane w każdej chwili. Za nieco ponad miesiąc rozpocznie się okres Wielkiego Postu. Możemy przygotować się do wejścia na pustynię postu wielkopostnego już teraz, prosząc Boskiego Lekarza o uzdrowienie naszych chorych dusz z grzechów lekarstwem wiary. Bez względu na to, jak bardzo choroba grzechu zainfekowała nasze dusze, nic nie powstrzyma Boskiego Lekarza przed uzdrowieniem ich lekarstwem wiary. To uzdrowienie nie musi być odkładane na Wielki Post. Wiara może nam przynieść uzdrowienie, musimy tylko o nie prosić.



MODLITWA
Panie Jezu Chryste,
Staję przed Tobą jak niewidomy na skraju drogi.
Moje serce ogarnął mrok, a moja wiara osłabła.
Nie widzę już wyraźnie Twojej obecności w moim życiu.
Wołam do Ciebie z głębi mojego zagubienia:
Jezu, Synu Dawida, ulituj się nad ze mną!
Ty zapytałeś niewidomych: „Czy wierzycie, że mogę to uczynić?”
Panie, ja chcę wierzyć. Pomóż mojemu niedowiarstwu.
Dotknij moich oczu duchowych, tak jak dotknąłeś oczu tamtych ludzi.
Zdejmij ze mnie ślepotę zwątpienia, lęku i rozczarowania.
Rozprosz ciemność, która oddala mnie od Ciebie.
Przywróć mi wzrok wiary, abym na nowo ujrzał Twoją miłość i dobroć.
Niech Twoje słowo: „Według wiary waszej niech wam się stanie”
uzdrowi dzisiaj moje serce i rozpali je na nowo.
Amen

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

MASAKRA CHRZEŚCIJAN W NIGERII.



     Niszczycielska fala przemocy po raz kolejny wstrząsnęła społecznościami w środkowym pasie Nigerii, pochłaniając życie co najmniej 31 chrześcijan w oddzielnych, brutalnych atakach.

     Podczas ostatniej masowej masakry 30 chrześcijan, w tym 11 dzieci, zostało zamordowanych tuż przed północą w niedzielę 26 lipca, kiedy domniemani bojownicy Fulani wkroczyli do wioski Naridon w regionie Kauru w stanie Kaduna.

     Wśród zamordowanych było jedenaścioro dzieci

     Lokalne media podały, że w ataku zginęło 30 osób, w tym 21 katolików i dziewięciu członków Kościoła Ewangelickiego Zwycięstwa Wszystkich (ECWA). Nieznana liczba osób została porwana.

    Wśród ofiar śmiertelnych było dziewięciu mężczyzn, dziesięć kobiet i jedenaścioro dzieci. Dodatkowo siedem innych osób – czworo dzieci, dwie kobiety i jeden mężczyzna – odniosło obrażenia. Ponieważ kilka osób wciąż nie odnaleziono, liczba ofiar śmiertelnych prawdopodobnie wzrośnie.

     Mieszkańcy twierdzą, że napastnicy przemieszczali się od domu do domu, aby dokonać rzezi.

  Jacob Nera, były radny regionu, oskarżył siły bezpieczeństwa o współudział w masakrze, twierdząc, że nigeryjska armia „odmówiła przybycia na czas”.


    W sobotę 27 ofiar pochowano w zbiorowej mogile. Trzy inne osoby pochowano wcześniej. Podczas mszy żałobnej biskup diecezji Kafanchan, Najczcigodniejszy Julius Yakubu Kundi, skrytykował rząd za to, że nie udzielił pomocy ludziom w potrzebie.

     Zwracając się do pogrążonych w żałobie rodzin, a także do księży katolickich, przywódców religijnych, członków społeczności i sympatyków, którzy przybyli, aby oddać ostatni hołd ofiarom, biskup Kundi powiedział, że ofiary zginęły niepotrzebnie, a ci, na których spoczywa odpowiedzialność za ochronę życia i mienia, zawiedli ich.

    Duchowny postanowił ustawić trumny w rzędzie podczas pogrzebu, tłumacząc, że miało to być bolesnym przypomnieniem o konsekwencjach niepewności.

    „Celowo prosiłem o ustawienie trumien w ten sposób, aby był to dowód dla nas i całej Nigerii, że nie zdołaliśmy ich ochronić. Nie powinni byli teraz umierać” – powiedział biskup.

     Według Johna Samuelsa, eksperta prawnego pracującego dla brytyjskiej organizacji charytatywnej Open Doors, „ludzie są zabijani bez żadnego oporu we własnych domach, w których spodziewają się bezpieczeństwa, a przedsiębiorstwa i grunty rolne, na których pracują, aby zapewnić byt swoim rodzinom, są wielokrotnie niszczone”.

    „To, że te ataki są dopuszczane w kółko, jest całkowicie niedopuszczalne. Wzywamy rząd Nigerii i jego agencje bezpieczeństwa do podjęcia zdecydowanych działań w celu wypełnienia ich konstytucyjnego obowiązku ochrony wszystkich obywateli” – cytuje eksperta brytyjska organizacja charytatywna.

   „Społeczność międzynarodowa nie powinna pozwalać rządowi Nigerii na bezczynność”.

       Niszczycielska i nie do zniesienia przemoc

    Na kilka godzin przed niedzielną masakrą, w sąsiednim stanie Kogi, diecezja katolicka Lokoja pogrążyła się w żałobie po tym, jak nieznani sprawcy zadźgali na śmierć księdza Samuela Opeyemi Oyetoro.

   Diecezja w oświadczeniu wydanym w sobotę wyraziła „głęboki smutek” z powodu śmierci księdza.

   „Z głębokim smutkiem, ale z niezachwianą wiarą w Zmartwychwstanie naszego Pana Jezusa Chrystusa, Wydział Komunikacji Społecznej Diecezji Lokoja ogłasza odejście do wiecznej chwały ks. Samuela Opeyemi Oyetoro, który odszedł z tego świata w środę 29 lipca, po życiu pełnym poświęcenia i służby kapłańskiej Bogu i Jego Kościołowi” – ​​czytamy w oświadczeniu.

     „Polecamy naszego ukochanego księdza nieskończonemu miłosierdziu Boga, dziękując za jego wierną posługę, ofiarną miłość i niezachwiane oddanie ludowi Bożemu” – głosi oświadczenie opublikowane na oficjalnej stronie diecezji na Facebooku.

    W hołdzie zmarłemu księdzu, ks. Bello Adavize Martin z diecezji Lokoja rozważa nieuchronność śmierci każdego człowieka, ale zauważa, że ​​bardzo często nikt nie spodziewa się, że nadejdzie ona tak nagle i gwałtownie, jak ta, która spotkała ks. Oyetoro. Jednak jego śmierć przypomina wszystkim, że śmierć w końcu nadejdzie, w każdym momencie i w każdym momencie.

    „W żalu po śmierci mojego brata diecezjalnego, śp. ks. Samuela OYETORO, modlę się nie tylko o spokój jego duszy, ale także o łaskę życia z większą czujnością i ufnością. Jego śmierć przypomina mi, że nikt z nas nie ma obiecanego jutra. Wzywa mnie do hojniejszej miłości, chętniejszego przebaczania, wierniejszej służby i gotowości na każdą okazję, gdy Pan wezwie”.


    Doradca prezydenta USA Massad Boulos dokonał radykalnej zmiany opinii i przyznał, że przemoc, którą teraz określa jako „niedopuszczalną”, jest również wymierzona w chrześcijan.

     W oświadczeniu opublikowanym w stacji X pan Boulos, który wcześniej zbagatelizował doniesienia o prześladowaniach religijnych, stwierdził, że „trwająca przemoc wobec społeczności chrześcijańskich i innych bezbronnych grup ludności w środkowym pasie Nigerii jest nie do zniesienia”.

    „Stany Zjednoczone nadal są gotowe współpracować z Nigerią w walce z terroryzmem i brutalnym ekstremizmem oraz zapewnić wszystkim Nigeryjczykom możliwość swobodnego życia i praktykowania wiary, bez obawy przed prześladowaniami lub przemocą” – napisał.



Modlitwa
Panie Jezu,
który płakałeś nad Jerozolimą
i znałeś ból niewinnych…
Przyjmij do swojej chwały
wszystkich, którzy zginęli w Naridon –
mężczyzn, kobiety i dzieci.
Niech ich śmierć nie będzie daremna,
lecz stanie się ziarnem, które wyda owoc pokoju.
Pociesz rodziny, które płaczą,
ocalonych, którzy wciąż się boją,
oraz wszystkich, którzy dziś żyją w strachu
w środkowym pasie Nigerii.
Daj światu odwagę, by nie milczał
wobec przemocy skierowanej przeciwko Twoim wyznawcom.
Obudź sumienia, wzmocnij tych, którzy niosą pomoc,
i spraw, by przemoc ustąpiła miejsca sprawiedliwości i pojednaniu.
Maryjo, Matko Bolesna,
obejmij swoich prześladowanych dzieci
i wyproś nam łaskę pokoju,
którego świat dać nie może.
Amen.

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 


wtorek, 4 sierpnia 2026

PRZEWODNIK ŚW.FRANCISZKA SALEZEGO - JAK DOBRZE ROZPOCZĄC DZIEŃ

Dzisiaj nie będzie jednej modlitwy, natomiast caly zestaw "rad" św. Franciszka Salezego.

     W swojej codziennej duchowości św. Franciszek Salezy radzi nam zaczynać od początku. Uczynienie Boga częścią tej pierwszej świadomości nowego dnia to właściwy początek. Dlatego też „ Dyrektorium duchowe ” św. Franciszka rozpoczyna się od następującego napomnienia:

   Przede wszystkim, po przebudzeniu powinniśmy całkowicie skierować nasze myśli ku Bogu, kierując je za pomocą jakiejś świętej myśli, na przykład: Sen jest obrazem śmierci, a przebudzenie obrazem zmartwychwstania.

   Nie tylko jako pierwsza spośród wielu rzeczy do zrobienia każdego dnia, ale przede wszystkim osoba pobożna myśli o Bogu, którego łaskawe działanie umożliwia przebudzenie (z pomocą budzika, który w porę to robi!). Darem, jaki przynosi każdy poranek, jest to, że żyjemy kolejny dzień. Rozpoznanie źródła tego daru poprzez skierowanie umysłu ku temu jest właściwą reakcją na tak łaskawy dar. Może to wymagać pewnej praktyki, ale okaże się korzystne, aby uczynić to pierwszą myślą dnia, zamiast reagować irytacją lub niechęcią na przebudzenie.

   Poza świadomością egzystencjalną, praktyka kierowania naszych myśli ku Bogu koresponduje z pozytywną psychologią i ją wspiera. Doświadczenie pokazuje, że nastrój, w jakim rozpoczynamy dzień, ma wpływ na cały dzień. Franciszek Salezy rozumiał, że rozpoczęcie dnia z myślą o Bogu prowadzi do pamiętania o Nim przez cały dzień.
Przebudzenie z Pismem Świętym w umyśle

   Aby kształtować tę uważność na boski dar naszego przebudzenia każdego dnia, Franciszek sugeruje, abyśmy przyjęli biblijne obrazy i myśli. W ten sposób prowadzi nas poza zdrową psychologię, ku duchowemu lub teologicznemu rozumieniu nowego dnia. Choć pozornie łagodny początek dnia, akt wstania z łóżka symbolizuje dla św. Franciszka Salezego głęboką rzeczywistość zmartwychwstania i daru życia po śmierci, do którego ostatecznie jesteśmy powołani. Wyrobienie w sobie nawyku postrzegania każdego dnia jako mini zmartwychwstania oznacza pielęgnowanie w pełni chrześcijańskiej postawy wobec naszej ziemskiej egzystencji. Dlatego też sugeruje, abyśmy po przebudzeniu medytowali nad wersetem:

    O umarli, powstańcie i pójdźcie na sąd. (por. Ef. 5:14)

    Albo mówimy za Hiobem:

  Wiem, że mój Odkupiciel żyje i że w dniu ostatecznym zmartwychwstanę. Boże mój, spraw, aby to się stało ku wiecznej chwale. Ta nadzieja spoczywa w najgłębszym wnętrzu mojej istoty. (por. Hi 19, 25-26)

     W innych momentach moglibyśmy powiedzieć razem z nim:

   W owym dniu, Boże, wezwiesz mnie, a ja Ci odpowiem. Wyciągniesz prawicę swoją do dzieła rąk swoich, policzysz wszystkie moje kroki. (por. Hi 14, 15-16)

   Chrześcijańska postawa, z którą witamy każdy poranek, opiera się na wierze w Odkupienie i nasze powołanie do życia wiecznego. Aby pielęgnować tę świadomość, możemy przypomnieć sobie Księgę Hioba, klasyczną historię mędrca, który pragnie nadać sens ludzkiej egzystencji pośród niewinnego cierpienia swojego życia, i czyni to dzięki boskiej interwencji. Podobnie jak Hiob, możemy potwierdzić wiarę w żywego Boga i powierzyć się powołaniu i opiece boskiej Opatrzności. Czynienie tego na początku dnia tworzy bastion, przeciwko któremu trudy, jakie możemy napotkać w ciągu dnia, nie będą miały mocy.

   Ale opowieść o Hiobie oferuje tylko jeden przykład spośród wielu możliwych aspiracji. Dlatego święty mówi:

  Powinniśmy czynić te święte pragnienia lub inne, które podsunie nam Duch Święty, ponieważ mamy wolność podążania za Jego natchnieniami.

  Biblijne myśli, które św. Franciszek Salezy sugeruje, to wartościowe słowa, które warto zapamiętać i przywoływać z praktyką każdego poranka. Jednak, jak ostrzega tutaj i w całym swoim duchowym kierownictwie, słowa liczą się mniej niż uczucia. Jeśli Duch Święty natchnie nas do myślenia lub mówienia inaczej, niech tak będzie. Dopóki w jakiś sposób skierujemy nasz umysł ku Boskości o świcie, zaczynamy dobrze żyć.

   Ale jest coś więcej, od czego możemy zacząć dzień.
Modlitwa Anioł Pański rano

 Odmawiając modlitwę Anioł Pański, czynimy poranne ćwiczenie adoracji Pana z głębi naszego jestestwa i dziękczynienia Mu za wszystkie Jego dobrodziejstwa. W jedności z pełną miłości ofiarą, jaką Zbawiciel złożył z Siebie Swojemu Wiecznemu Ojcu na drzewie Krzyża, ofiarowujemy Mu nasze serce, jego uczucia i postanowienia, a także całą naszą istotę, prosząc o Jego pomoc i błogosławieństwo. Pozdrawiamy Matkę Bożą i prosimy o Jej błogosławieństwo, a także o błogosławieństwo naszego Anioła Stróża i świętych Patronów. Jeśli chcemy, możemy odmówić modlitwę Ojcze Nasz. Wszystko to powinno być krótkie i krótkie.

   Może się to wydawać zbyt czasochłonne i czasochłonne ! Ale można to zrobić w czasie potrzebnym na prysznic lub poranną kawę.

   Zwięzłość, którą zaleca tu święty, wskazuje, że ponownie, nie chodzi tu o odmawianie wielu modlitw. Zaleca je raczej jako coś zwyczajowego, a zatem prostego do wykonania. Wspomniane modlitwy – Anioł Pański, Zdrowaś Maryjo, Ojcze Nasz – odnoszą się do tradycyjnych modlitw, z którymi dorastaliśmy, modlitw łatwych do zapamiętania i odmawiania. Chociaż gdzie indziej św. Franciszek Salezy podkreśla uważność, która czyni modlitwę skuteczną, tutaj chodzi mu po prostu o uświęcenie tych wczesnych chwil dnia za pomocą myśli i słów, które są nam już znane. Są to podstawowe elementy porannego ćwiczenia, które w innych tradycjach duchowych przybierają bardziej ostateczną i dłuższą formę, z ustalonym brzmieniem.

    W duchowości salezjańskiej, jak zawsze, najważniejszy jest rozwój serca i duszy. Zwróćmy uwagę na uczucia, jakie święty tu przywołuje: adorację , dziękczynienie , ofiarowanie , a nawet błaganie o pomoc i błogosławieństwo. Kształtują one postawę pokornego wierzącego wobec wszechmocnego Boga, Boga, który ma władzę nad życiem i śmiercią i który, z woli Bożej Opatrzności, chciał, abyśmy żyli w tym dniu. Jest mało prawdopodobne, abyśmy mieli tak odurzające i ciężkie myśli o wczesnych godzinach porannych, ale podążając za sugestiami świętego, dostroimy się do boskiego daru, który wzywa nas do rozpoczęcia dnia.

   Modlitwa ze świętymi

Pielęgnując te uczucia, zachęca nas do pamiętania o przykładzie Maryi (Najświętszej Maryi Panny), aniołów i świętych (świętych patronów), których możemy pozdrawiać lub wzywać prostą modlitwą „módl się za nas”. Znów, to niewiele, ale ta prosta litania przypomina nam, że nie jesteśmy sami w tym życiu, że inni, którzy dobrze żyli, odeszli przed nami i że pomoc na każdy dzień jest tuż obok.

   Wszystko to ma na celu uczynienie naszej porannej rutyny świętą. Rutyny odgrywają kluczową rolę w życiu człowieka. Można je wykonywać bez większego namysłu, są one wygodnymi, a często i pocieszającymi czynnościami. Psychologicznie, nawet jeśli nieświadomie, stanowią sposób na uzyskanie odrobiny kontroli nad chaosem otoczenia. Nasze nawyki sprawiają, że każdego ranka powtarzamy to samo; gdybyśmy odstąpili od tej rutyny, prawdopodobnie pomyślelibyśmy, że coś jest „nie tak” lub po prostu nie tak.

    Zakładanie krzyża

   Podobnie jest z rutyną modlitwy. Słowa, których używamy, i czynności, które wykonujemy (np. znak krzyża na widok krucyfiksu) stanowią rytuały. Kiedy ta rutyna lub rytuał staje się nawykiem – jak sugeruje proponowane tutaj ćwiczenie – tworzy strefę komfortu, w której możemy się uspokoić, zanim podejmiemy się codziennych obowiązków. Dlatego nawet kolejny krok w porannej rutynie może stać się święty:


   Zaczynając się ubierać, uczynimy znak krzyża i powiemy: Okryj mnie, Panie, płaszczem niewinności i szatą miłości. Boże mój, nie pozwól, abym stanął przed Tobą ogołocony z dobrych uczynków.

  Tutaj praktyczność salezjańskiej duchowości staje się oczywista. Wszyscy się ubierają! Wszyscy robią to automatycznie, bez większego zastanowienia (poza tym, co na siebie włożyć). I wszyscy robią to każdego dnia, nawet gdy strój jest swobodny. Dlaczego więc nie wziąć tej codziennej rutyny i nie zamienić jej w codzienną modlitwę?

   Poprzez sugerowane tu dążenie dążymy do „odziania się” lub okrycia teologiczną wrażliwością. Jaka jest nasza chrześcijańska misja dziś i każdego dnia? Żyć dobrze. Żyć w zgodzie z wolą Bożą ( niewinnością ). Ukazywać się innym w stroju (królewskiej szacie ), po którym chrześcijanin jest rozpoznawany i znany – mianowicie w miłości (lub miłosierdziu), bez której bylibyśmy pozbawieni dobrych uczynków lub moralnych uczynków, które odróżniają ludzkie postępowanie od postępowania zwierząt.

  Tak odziani w intencję życia wiarą, którą wyznajemy, jesteśmy gotowi rozpocząć dzień w sposób pełen łaski. Teraz nadszedł czas, aby przygotować się na to, co wydarzy się w tym szczególnym dniu.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj 

poniedziałek, 3 sierpnia 2026

GDZIE JEST POZOSTAŁA DZIESIĄTKA? KRZYŻ NIEWDZIĘCZNOŚCI



Od obrazu do ikony, ucieczka przed pokusą bożka

  
   „Wysłuchaj, Boże, naszych modlitw i spraw, abyśmy naśladując mękę Twojego Syna, z pogodną odwagą dźwigali nasz codzienny krzyż. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.” — Kolekta, Czternasta Niedziela Zwykła

        Ta modlitwa pięknie podsumowuje jedno z największych wyzwań życia chrześcijańskiego.

   Większość z nas od razu myśli o chorobie, prześladowaniach lub cierpieniu fizycznym, słysząc słowa „codzienny krzyż”. Jednak jednym z najbardziej ukrytych krzyży jest doświadczenie niewdzięczności. Rodzice poświęcają się dla dzieci, które później zapominają. Kapłani i zakonnicy poświęcają się dla swoich wiernych, by spotkać się z krytyką lub ignorancją. Nauczyciele poświęcają się swoim uczniom, którzy rzadko patrzą wstecz. Przyjaciele hojnie dają, by odkryć, że ich dobroć stała się czymś oczekiwanym, a nie docenionym.

         Sam nasz Pan doświadczył tego smutku. Po uzdrowieniu dziesięciu trędowatych zapytał: „Czyż nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Czy nie znalazł się nikt, kto by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec?” (Łk 17, 17–18). Chrystus dostrzegł ich niewdzięczność, ale nie żałował swojego miłosierdzia. Uzdrawiał nie tylko tych, o których wiedział, że powrócą. Miłość pozostała miłością, nawet gdy nie została doceniona.

        Uczy On bowiem, że hojność jest szczególnie czysta, gdy jest skierowana do tych, którzy nie mogą się nam odwdzięczyć: „Kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych; i tak będziecie błogosławieni, ponieważ oni nie mają czym się tobie odwdzięczyć” (Łk 14, 13–14). Podobnie, chwaląc ubogą wdowę, uczy, że lepiej jest dawać z ubóstwa niż tylko z obfitości, bo „ona ze swego ubóstwa wniosła wszystko, co miała” (Mk 12, 43–44; por. Łk 21, 1–4).

    Ewangelia zachęca nas do zbadania nie tylko serc dziewięciu trędowatych, ale także naszych własnych. Dlaczego służę innym? Dlaczego się oddaję? Tradycja chrześcijańska oferuje głęboką drogę od obrazu do ikony, ostrzegając jednocześnie przed nieustającą pokusą bożka.

       Każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga (Rdz 1,26–27). Obraz ten nie jest czymś, co sami tworzymy; jest darem Boga. Każdy człowiek, niezależnie od słabości, grzechu czy wdzięczności, nosi w sobie to boskie znamię i dlatego posiada nienaruszalną godność, godną miłości .

     Jednak sam obraz wymaga interpretacji. Pozostawiony sam sobie, może zostać źle zrozumiany lub sprowadzony do pozorów. Tak jak Pismo Święte objawia niewidzialną tajemnicę Chrystusa słowami, tak święta ikona objawia tę samą tajemnicę poprzez widzialną formę. Dlatego chrześcijański Wschód od dawna nazywa ikonę „Ewangelią pisaną kolorami”. Słowo nadaje znaczenie obrazowi, a obraz czyni Słowo widzialnym. Ikona nie jest zatem po prostu sztuką religijną; to teologia ukazana w sposób widzialny.

      Oddzielony od Słowa, obraz staje się jednak nieprzejrzysty i ostatecznie podatny na bałwochwalstwo. Jak trafnie argumentował Giovanni Sartori w swoim klasycznym dziele „Homo Videns” z 1997 roku , współczesna kultura coraz częściej pozwala obrazom przyćmiewać Słowo. Gdy obrazy przestają wskazywać poza siebie, ku prawdzie, stają się przedmiotem manipulacji, sentymentów, rozrywki i konsumpcji. Obraz przestaje być ikoną, a zaczyna pełnić funkcję bożka.

      Na tym właśnie polega różnica między ikoną a bożkiem. Ikona jest przejrzysta. Nigdy nie zamyka się w sobie, lecz kieruje nasz wzrok poza siebie, ku Bogu. Bożek działa dokładnie odwrotnie. Pochłania naszą uwagę i staje się celem samym w sobie, odwracając nasze serca od Stwórcy ku jakiemuś stworzeniu.

   Wdzięczność jest jednym z takich dóbr stworzonych. Zupełnie naturalne jest oczekiwanie, że osoby, którym pomagamy, docenią otrzymany dar. Proste „dziękuję” jest aktem sprawiedliwości i wzmacnia więzi miłosierdzia, a także jest wyrazem dobrych manier i jest czymś naturalnym. Jeśli jednak zacznę potrzebować uznania, aby wytrwać w miłosierdziu, sama wdzięczność może stać się moim bożkiem. Zamiast kochać obraz Boga obecny w drugiej osobie, zaczynam szukać czegoś dla siebie. Moja służba przestaje być ikonograficzna – transparentna dla Boga – a staje się autoreferencyjna.

      Krzyż oczyszcza właśnie tę pokusę. Chrystus umiłował każdego człowieka jako obraz swego Ojca. Uzdrowił dziesięciu trędowatych, choć tylko jeden powrócił. Jego miłość nigdy nie była uzależniona od oklasków, uznania ani wdzięczności. Pozostawała całkowicie skierowana ku chwale Ojca i zbawieniu dusz.

    Tę samą wolność pięknie ilustruje życie św. Teresy z Kalkuty. Służyła Chrystusowi w najbiedniejszych z biednych nie dlatego, że jej dziękowali lub mogli się jej odwdzięczyć, ale dlatego, że w każdym człowieku dostrzegała oblicze Chrystusa. Jej miłość bliźniego nie była zakorzeniona w ludzkim uznaniu, lecz w miłości Bożej.

    Być może zatem krzyż niewdzięczności jest jedną z najsubtelniejszych form oczyszczenia, jakich Pan dokonuje. Pozwala nam doświadczyć rozczarowania nieodwzajemnioną miłością, aby nasza miłość stała się bardziej podobna do Jego: wolna, hojna i całkowicie zakorzeniona w Ojcu (por. Łk 6, 32–36; J 5, 19. 30; 15, 9–13). Przecież On jest „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 15; por. Hbr 1, 3), Synem, którego Natanael rozpoznaje jako „Syna Bożego” i „Króla Izraela” (J 1, 49). Jak Jezus później mówi Filipowi: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Chrystus jest prawdziwym Obrazem Ojca.

   Kiedy niesiemy ten krzyż niewdzięczności z pogodną odwagą, odkrywamy głęboką wolność. Nie kochamy już dlatego, że inni na to zasługują lub że nam podziękują. Kochamy, ponieważ noszą w sobie obraz Boga. Stajemy się ikonami, których życie wskazuje poza nami samymi, na Chrystusa, odmawiając uczynienia nawet słusznej ludzkiej wdzięczności bożkiem, który wypiera Boga jako źródło naszej radości. Św. Paweł przypomina nam wręcz: „Cokolwiek czynicie, czyńcie z serca, jak dla Pana, a nie dla ludzi, wiedząc, że od Pana otrzymacie dziedzictwo jako zapłatę. Służycie bowiem Panu, Chrystusowi” (Kol 3, 23–24).

    Codzienny krzyż to nie tylko doświadczenie cierpienia. Czasami polega na kochaniu bez wdzięczności, i właśnie tak Chrystus nas umiłował. Kiedy nasza miłość nie zależy już od wdzięczności innych, nasze życie staje się prawdziwą ikoną samego Chrystusa, którego miłość objawia Ojca i nie szuka własnej nagrody.

      Takie oczyszczenie samo w sobie jest łaską. Pozostawieni naszej upadłej naturze, nie jesteśmy zdolni do tej wolności miłości. Jednak łaska działa w nas jak dłuto rzeźbiarza, stopniowo usuwając to, co nieuporządkowane i egoistyczne, aby Obraz Chrystusa mógł się w nas wyraźniej objawić.

Źródło:

Ks. Francesco Giordano, STD

Ks. Francesco Giordano, STD, jest dyrektorem rzymskiego biura Human Life International, księdzem diecezjalnym i profesorem w Rzymie, obecnie wykładającym na Angelicum i Katolickim Uniwersytecie Ameryki.


Obraz z Wikimedia Commons



Modlitwa

Panie Jezu,
który uzdrowiłeś dziesięciu trędowatych,
choć tylko jeden wrócił, by oddać Ci chwałę…
Naucz mnie kochać tak, jak Ty kochasz –
bez oczekiwania na wdzięczność,
bez uzależnienia od uznania,
tylko dlatego, że w każdym człowieku
widzę obraz Twojego Ojca.
Oczyść moje serce z pokusy bożka,
którym bywa potrzeba bycia docenionym.
Niech moja służba nie będzie autoreferencyjna,
lecz stanie się ikoną –
przejrzystą, wskazującą poza mnie, ku Tobie.
Daj mi pogodną odwagę,
by dźwigać codzienny krzyż niewdzięczności
i nadal kochać z serca,
jak dla Ciebie, a nie dla ludzi.
Maryjo, Matko najczystsza,
wstawiaj się za nami,
byśmy w każdym geście miłosierdzia
odbijali oblicze Twojego Syna.
Amen.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa

<><><><><><><><><><><><>

Moja blogowa flotylla:

💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj

W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj

🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj

Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

 "Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj