"Zbliżył się do nich, krocząc po jeziorze "( Mat.14,25
Słowa zawarte w Ewangelii według św. Mateusza (14, 22–33) opisują, jak Jezus szedł po wzburzonych wodach w stronę swoich uczniów.
Zanim jednak Jezus dokonał tego cudu, spędził całą noc na osobistej modlitwie do Ojca. Odprawił uczniów, rozpuścił tłumy i znalazł ustronne miejsce, by móc oddać się modlitwie przez całą noc: „Wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zaś zapadł, a On sam tam przebywał”.
Oczywiście Jezus nie potrzebuje modlitwy, by czynić cuda. Modli się jednak w samotności, zanim zmierzy się z burzami, pokazując nam, że nie jesteśmy w stanie stawić czoła życiowym nawałnicom, jeśli nie znajdziemy odpowiedniej ilości czasu na trwanie przy Bogu na osobistej modlitwie.
Ten fragment Ewangelii ukazuje nam również cztery rzeczy, które się z nami dzieją, gdy próbujemy mierzyć się z życiowymi próbami, nie pielęgnując osobistej relacji z Bogiem poprzez modlitwę.
Po pierwsze, nie potrafimy rozpoznać Jezusa pośród burz naszego życia.
Uczniowie nie rozpoznali Jezusa, gdy ten przychodził do nich podczas burzy. „Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się i mówili: »To zjawa«”. Nie dostrzegając obecności Chrystusa, ulegli wyobraźni i uznali, że Jezus jest zjawą.
Gdy nie znajdujemy czasu na osobistą modlitwę, Jezus również staje się dla nas zjawą, jedynie wytworem naszej wyobraźni. Przestajemy dostrzegać, że Jezus jest największą rzeczywistością, źródłem wszelkiego bytu, i że jest przy nas obecny. Kiedy nie uświadamiamy sobie obecności Jezusa, ulegamy poczuciu, że zostaliśmy przez Niego opuszczeni.
Możemy rozpoznać nieustanną obecność Jezusa – zwłaszcza w Eucharystii – tylko wtedy, gdy z zaangażowaniem oddajemy się osobistej modlitwie w Jego pełnej miłości obecności.
Po drugie, ulegamy lękowi.
Uczniowie „zlękli się” i „krzyczeli ze strachu”. Patrzyli na Jezusa – źródło pokoju – a jednak poddali się lękowi, ponieważ nie znali Go osobiście ani nie doświadczyli Jego miłości, która wyzwala nas z wszelkich obaw. Nie zaznali tej doskonałej miłości, która jako jedyna „usuwa lęk” (1 J 4, 18). Nie możemy poznać Jezusa Chrystusa w sposób głęboki i osobisty bez modlitwy w Jego obecności – takiej, w której pozwalamy Mu się nam objawić, a sami odsłaniamy przed Nim swoje wnętrze. Gdy brakuje tej osobistej relacji budowanej na modlitwie, biorą nad nami górę lęk i gniew.
Po trzecie, nie jesteśmy w stanie uczynić tego, o co prosi nas Jezus.
Jezus zaprosił św. Piotra, by uczynił to samo, co On, i szedł po wzburzonych wodach w Jego stronę. Wzywał go do podjęcia ryzyka i pozwolenia, by Boża łaska dokonała przez niego tego, co po ludzku było niemożliwe.
Św. Piotr zaczął iść po wzburzonych wodach, polegając na własnych siłach i nie prosząc o Bożą pomoc. Zdołał więc zrobić zaledwie kilka kroków, zanim uległ sile wiatru. Jezus chwycił go i ocalił dopiero wtedy, gdy Piotr w rozpaczy zawołał: „Panie, ratuj mnie”.
Jezus wciąż wzywa nas pośród życiowych burz, byśmy dla Niego coś uczynili lub coś przetrwali. Nie musimy poddawać się poczuciu tonięcia, gdy sytuacja wydaje się beznadziejna. Jezus wciąż nas ratuje i wspiera w tych życiowych nawałnicach. Możemy doświadczyć Jego zbawczej miłości i pomocy tylko wtedy, gdy rzeczywiście spędzamy z Nim czas na osobistej modlitwie. To poczucie tonięcia ogarnia nas wtedy, gdy nasza modlitewna więź z Nim nie jest taka, jaka powinna być.
Wreszcie, pośród życiowych burz tracimy wiarę.
Piotr miał dość wiary, by wyjść z łodzi, ale gdy poczuł silny wiatr, wkradły się wątpliwości. Zawołał wtedy: „Panie, ratuj mnie”.
Czasami dochodzi do konfliktu między tym, czego doświadczamy, a tym, w co wierzymy na temat Boga. Stajemy w obliczu burz, które każą nam wątpić w Bożą miłość, mądrość i moc. Niestety, czasem pozwalamy, by nasze ludzkie doświadczenia kształtowały to, co myślimy o Bogu i Jego miłości do nas.
Jeśli tylko zanosimy te doświadczenia do Boga w modlitwie i wierze, zaczynamy postrzegać rzeczywistość tak, jak On tego pragnie.
Musimy pamiętać o szerszej perspektywie, gdy mierzymy się z życiowymi burzami.
Żyjemy w pewności, że Jezus Chrystus jest z nami w każdej burzy. On zbliża się do nas i zaprasza, byśmy my zbliżali się do Niego – zwłaszcza poprzez osobistą modlitwę. Pragnie nas ratować i wspierać w tych chwilach oraz prowadzić do domu w niebie. W 1. Księdze Królewskiej (19, 9–13) Bóg zaprasza zniechęconego i zmęczonego proroka Eliasza na osobiste spotkanie na Bożej górze Horeb: „Wyjdź i stań na górze wobec Pana; oto Pan będzie przechodził”. Prorok odpowiedział na to zaproszenie i spotkał żywego Boga w „lekkim powiewie”. Bóg go odnowił i oświecił, aby mógł wypełnić swoją misję i stać się jednym z największych proroków Izraela. Wszystko to stało się dlatego, że prorok odpowiedział na zaproszenie do osobistej modlitwy.
W naszym życiu mierzymy się z wieloma burzami. Jako uczniowie Jezusa możemy zmagać się z trudnościami w wierze. Być może przechodzimy próby dotyczące zdrowia, kariery, relacji czy życia duchowego.
Być może doświadczamy trudności w zdrowiu, karierze, związkach lub życiu duchowym. Być może dotykają nas trudności, z którymi zmagamy się w Kościele, kraju lub na świecie. Oprócz modlitwy o to wszystko podczas Mszy Świętej, podczas której modlimy się za siebie nawzajem, potrzebujemy również osobistej modlitwy z Jezusem w takich chwilach.
Wielu z nas niestety uczestniczy we Mszy Świętej z niewielką lub żadną modlitwą osobistą. Wielu z nas prosi innych o modlitwę, nie poświęcając czasu na osobistą relację z Jezusem. Nie zdajemy sobie sprawy, że Jezus zaprasza nas do tej osobistej modlitwy w takich chwilach, ponieważ chce obdarzyć nas niezbędnymi łaskami, abyśmy mogli czynić to, co On czynił w czasie swoich własnych prób.
Pamiętam, że już w pierwszym miesiącu w seminarium przeżywałem trudny okres. Oblałem kilka pierwszych egzaminów (jeden z nich z łaciny) i dwukrotnie trafiłem do szpitala. Miałem problemy z relacjami i przystosowaniem się do życia na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych. Miałem wiele słabości i niepewności. Miałem ochotę się poddać, a jednocześnie odczuwałem silną potrzebę osobistej modlitwy. Nie wiedziałem jednak, jak odpowiedzieć na to pragnienie.
Zwróciłem się do Najświętszej Maryi Panny i błagałem Ją o łaskę poświęcenia godziny na osobistą modlitwę każdego dnia. Obiecałem Jej, że będę odmawiał tę Godzinę Świętą każdego dnia, jeśli obdarzy mnie tą łaską. Nasza Matka Maryja odpowiedziała na tę modlitwę bezzwłocznie! Godzina modlitwy stała się dla mnie źródłem łaski i nadziei w moich zmaganiach i podtrzymuje mnie w moim powołaniu kapłańskim i zakonnym do dziś.
Powinniśmy błagać naszą Najświętszą Matkę Maryję o tę łaskę i codziennie poświęcać określoną ilość czasu na wyciszenie się i poświęcenie czasu na naszą komunię z Jezusem. Jezus nie usuwa ani nie zapobiega niektórym burzom, ponieważ chce przejść przez nie razem z nami, jeśli tylko zwrócimy się do Niego w osobistej modlitwie i wytrwamy w niej aż do śmierci.
Módlmy się
Panie Jezu wierzę, że poprzez Twoją obecność w Eucharystii zbliżasz się do nas, by być bliżej z nami w każdej chwili, zwłaszcza w chwilach trudnych. Przyciągaj na s jeszcze bardziej do Siebie i obdarzaj laską, abyśmy mogli się do Ciebie zbliżyć, abyśmy mogli kroczyć z wiarą po wzburzonych wodach życia, tak, jak to Ty czyniłeś.
Amen
Chwała Jezusowi!!! Cześć Maryi!!!
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa
<><><><><><><><>
Adresy linków do moich blogów w prawym marginesie na górze


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz