(Prawie) żadna matka nie krzyczy za pierwszym razem. „Czy możesz, proszę, włożyć brudny talerz do zlewu?” „Czy możesz pozbierać te zabawki?” „Proszę, załóż buty”. Ta pierwsza prośba jest zazwyczaj wypowiadana spokojnie, spokojnie i z oczekiwaniem, że zostanie spełniona natychmiast. Gdzieś między trzecim a dziesiątym powtórzeniem tej prośby, głos matki wzrasta, a jej delikatność maleje. „Czemu nikt nigdy nie odkłada brudnych naczyń?!” „Jeśli te zabawki nie zostaną zebrane w ciągu pięciu minut, oddam je wszystkie!” „Czemu jeszcze nie założyłeś butów? Musimy iść!”
Chociaż zdarzają się matki, które zachowują się w ten sposób, ponieważ są agresywne, nie dotyczy to większości matek. Większość matek jest po prostu zestresowana i przytłoczona.
Widzimy to również w innych relacjach – współpracownicy, którzy powinni ze sobą współpracować, nauczyciele i ich uczniowie, małżonkowie, przyjaciele… wszyscy szybko czujemy się przytłoczeni, gdy czujemy się niezauważeni i niesłyszani. Stajemy się zestresowani. A gdy ten stres utrzymuje się przez dłuższy czas, nasze lonty stają się krótsze i częściej „pękamy”.
Zdrowie psychiczne kontra zaufanie
Jest wiele osób, które usprawiedliwiają przewlekły stres, lęk, depresję, nierozwiązane traumy lub inne problemy ze zdrowiem psychicznym, twierdząc, że „to stan, który poprawi się dzięki większej modlitwie i zaufaniu Bogu”.
Oczywiście, wszelkie krzyże stają się łatwiejsze do dźwigania, jeśli w pełni polegamy na Bogu. Ale modlitwa i zaufanie niekoniecznie nas z nich uzdrawiają. Czasami cierpienie jest tylko częścią tego, czego Bóg od nas żąda. Czasami konieczność poddania się terapii lub leczeniu zaburzeń psychicznych jest częścią tego krzyża , który On od nas wymaga.
Rozważając przypadek św. Marty, nie wiemy , czy zmagała się z jakimkolwiek zaburzeniem psychicznym. Wiemy jednak jedno – diagnozy dotyczące zdrowia psychicznego są prawdziwe i że ten fragment Pisma Świętego w żadnym wypadku nie powinien być interpretowany jako sugestia, że przewlekły stres, zmartwienia i lęk można uleczyć, modląc się więcej.
Jednak historia Marty niesie ze sobą ważną lekcję dla nas wszystkich, także dla tych, którzy zmagają się z klinicznym lękiem lub przewlekłym stresem.
Krzyż i zaufanie
Rozumiem doświadczenie bycia tak pochłoniętym przygotowaniami, że gospodyni domu zapomina się, dla kogo przygotowuje przyjęcie.
Nie znam intymnych szczegółów relacji między siostrami z Betanii, ale jestem pewna, że wiele stało za punktem krytycznym Marty (kiedy poprosiła Jezusa, aby powiedział Marii, żeby jej pomogła). Jestem pewna, że za jej prośbą krył się ogromny stres i być może narzucone sobie oczekiwania co do tego, jak być idealną gospodynią.
Kiedy Jezus mówi, że Maria wybrała najlepszą cząstkę, mówi mniej o jej konkretnych czynach, a bardziej o usposobieniu jej serca. Maria w tym momencie wybrała kontemplację. Prawdopodobnie już wcześniej w tym dniu dużo pomogła Marcie w przygotowaniach i teraz odpoczywała w obecności Chrystusa. Jezus zachęcał Martę do przyznania się do własnej potrzeby tego orzeźwienia. Od tego czasu odpoczynku z Nim mogła wykonywać swoje obowiązki z miłością, bez zamartwiania się.
Oczywiście, nawet rosnące zaufanie Marty do Niego nie mogło ukoić jej cierpienia. Spotykamy Martę i Marię ponownie, po śmierci ich brata Łazarza. W tej rozmowie Marta nie domaga się od Jezusa, by coś uczynił, by złagodzić jej cierpienie. Wyraża raczej swoją wiarę i zaufanie do Niego, wiedząc, że może Mu zaufać w obliczu cierpienia.
Ale jej cierpienie nie ustaje od razu. Owszem, Jezus wskrzesza Łazarza z martwych. Ale najpierw? Płacze. Płacze z Martą i Marią. Nie ignoruje ich bólu. Przyjmuje go i wkracza w niego razem z nimi.
Tak samo jest z nami i Jezusem. Zaufanie Mu nie sprawi, że nasze cierpienie zniknie. Choć opierając się na Nim, możemy mniej się martwić, ta ufność niekoniecznie uzdrowi nas z klinicznego lęku. Ale – nasze cierpienie zostanie przemienione. Co innego płakać. Co innego ufać, że Jezus płacze z tobą.
A jednak właśnie o to chodziło w Wcieleniu. Podobnie jak Marta, nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu i zmartwieniu. Jesteśmy zaproszeni, aby przynieść je wszystkie Chrystusowi i zaznać pocieszenia płynącego z Jego miłości pośród naszego cierpienia. Przyjęcie Jego kochającego spojrzenia (jak Maria, siedząc u Jego stóp, a później Marta po śmierci Łazarza) daje nam siłę potrzebną do niesienia z Nim naszych krzyży.
MODLITWA
Święta Marto,
która służyłaś Panu z troską i miłością,
a On nauczył Cię zostawić niepokój u Jego stóp –
proś za mną, abym w chaosie codzienności odnalazł/a pokój serca.
Pomóż mi oddać Mu moje troski,
uwolnić się od przewlekłego stresu
i zaufać, że On troszczy się o wszystko.
Amen.
"Widzę, czuję, wiem i poszukuję" - blog zawierający popularnonaukowe posty i inne ciekawostki " link tutaj
która służyłaś Panu z troską i miłością,
a On nauczył Cię zostawić niepokój u Jego stóp –
proś za mną, abym w chaosie codzienności odnalazł/a pokój serca.
Pomóż mi oddać Mu moje troski,
uwolnić się od przewlekłego stresu
i zaufać, że On troszczy się o wszystko.
Amen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa
<><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz