Maj i nadchodzący czerwiec niezmiennie kojarzą mi się z jednym z najpiękniejszych, najbardziej zmysłowych, a zarazem mistycznych wydarzeń w Kościele – z procesją Bożego Ciała. To niezwykły moment, kiedy Tajemnica opuszcza bezpieczne mury świątyń i wkracza w nasz codzienny, czasem tak bardzo pogubiony świat. Wyciszona popołudniową modlitwą, sięgnęłam dziś do dwóch poruszających tekstów mojego ukochanego ks. Jana Twardowskiego. Chcę się nimi z Wami podzielić.
Zatrzymajmy się najpierw nad poetyckim obrazem tego, co zostaje, gdy zamilkną już pieśni, a tłum rozejdzie się do domów:
PROCESJA
Tam gdzie procesja przeszła po kościele
szukałem przydeptanej śnieżnej rzeżuchy i żółtej ognichy
wywietrzał go wrotyczu i rumianku
mikołajka jak ametystu
omdlałego kadzidła
sutanny zamiatającej jak miotła
ceremoniarza kiwającego palcem w bucie
dotkliwości przedmiotów które stały się wspomnieniem
widzialnego świata przechodzącego już
w podczerwień i pozafiolety
w ciepło i zimno
I odnalazłem
Tłumaczyłeś że nie chcesz złotego baldachimu
Tylko bandaża z grubego płótna
Jakże niezwykła jest ta Twardowska spostrzegawczość! Te przydeptane kwiaty, omdlałe kadzidło, a obok nich – na wskroś ludzkie detale: zamiatająca sutanna czy ceremoniarz kiwający palcem w bucie. Ksiądz Jan przypomina nam, że sacrum miesza się z profanum. Najważniejsza jest jednak końcówka: Chrystus ukryty w procesji wcale nie pragnie zewnętrznego przepychu, nie zależy Mu na złotym baldachimie. On idzie do naszych ran – pragnie prostego „bandaża z grubego płótna”, by owinąć to, co w nas obolałe, popękane i słabe.
I tu idealnie nawiązuje drugi, prozą pisany fragment ks. Twardowskiego o tym, co w tej procesji jest najbardziej przejmujące:
Procesja Bożego Ciała w Łowiczu
„Co jest wzruszającego w procesji eucharystycznej w mieście, poza kościołem – domem Pańskim? Procesja wnosi w grzeszne ulice, w stary świat grzeszników, gdzie nieraz ludzie boczą się na siebie, handlują, liczą pieniądze – Największą Tajemnicę Wiary. Odtrutka na to, co nas brudzi, czyni powierzchownymi i zapatrzonymi w siebie. »Zróbcie Mu miejsce, Pan idzie z nieba, pod przymiotami ukryty chleba« – jak śpiewamy razem z Franciszkiem Karpińskim okrągłe dwieście lat.”
Ksiądz Jan pyta nas wprost o nasze osobiste zaangażowanie. Boża obecność na ulicach to duchowa odtrutka na nasz codzienny egoizm, na pośpiech, wieczne liczenie pieniędzy i wzajemne pretensje.
„Nie chodzi tutaj tylko o miejsce na placu Zamkowym, ulicy Czerniakowskiej, Emilii Plater, ale o miejsce we własnym sercu, które jest tym więcej głodne Boga, modlitwy i skupienia, im więcej bryka koło nas złotych cielców, nęka pustych, natrętnych myśli. Procesja toruje drogę łasce w świecie, w którym przechodnie pogubili się jak Jaś i Małgosia w ciemnym lesie. Jezus eucharystyczny nie tylko nas karmi, ale wprowadza w swoje życie ofiary, miłości i poświęcenia.”
Kiedy tłum idzie ulicami, łatwo skupić się na zewnętrzności. Myślimy o trasie, o pogodzie, o tłoku. Tymczasem prawdziwa procesja musi dokonać się wewnątrz nas. Nasze serca, nękane tysiącem natrętnych, pustych myśli, potrzebują tej odtrutki. Świat wokół bywa mroczny i gęsty niczym las z bajki o Jasiu i Małgosi. Łatwo się w nim zagubić. Jezus wychodzi na te „grzeszne ulice” nie po to, by nas oceniać, ale by utorować drogę łasce i wyprowadzić nas z ciemności ku miłości i poświęceniu.
Moja refleksja i modlitwa na dziś:
Panie Jezu, ukryty pod skromną postacią Chleba. Ty wiesz, jak często gubię się w ciemnym lesie codziennych trosk, natrętnych myśli i niepotrzebnego pośpiechu. Dziś nie przynoszę Ci złotego baldachimu moich zasług. Przynoszę Ci moje rany, słabości i pęknięcia, prosząc jedynie o prosty bandaż Twojej łaski.
Wejdź, proszę, w grzeszne ulice mojego serca. Przejdź przez moje niepokoje, ucisz to, co we mnie krzyczy, i uzdrów to, co obolałe. Naucz mnie sztuki świętego milczenia, bym potrafiła dostrzec Cię w drugim człowieku i w przydeptanych kwiatach codzienności. Bądź moją odtrutką na egoizm i poprowadź mnie drogą miłości oraz ofiary. Amen.~
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, że zatrzymaliście się dziś ze mną przy tej głębokiej, kapłańskiej refleksji... Życzę Wam, Moi Drodzy, abyście pośród codziennego szumu i życiowych zakrętów potrafili odnaleźć to najważniejsze miejsce dla Boga – we własnym, wyciszonym sercu. A jak Wy przeżywacie chwile procesji? Czy uciekacie wtedy myślami w poezję przyrody, czy szukacie w niej ciszy i ukojenia? Chętnie poczytam Wasze duchowe świadectwa w komentarzach. Z modlitewnym światłem i pokojem w sercu, Teresa ***
<><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz