Zabierzcie ze sobą słowa i nawróćcie się do Pana, i powiedzcie Mu: Odpuść wszelką nieprawość, a dobro przyjmujcie! (Oz. 14:2)
Choć pocieszająca jest świadomość, że nasz Bóg wszelkiego miłosierdzia odpuszcza nam grzechy, jeśli powrócimy do Niego z pokornym, skruszonym sercem, ten fragment z Księgi Ozeasza wydaje się przynosić nam niewiele pocieszenia w odniesieniu do naszych bliskich, którzy ignorują, a nawet odrzucają wezwanie do pokuty. Co się z nimi stanie? Przeraża nas myśl o tej niewypowiedzianej możliwości.
Święty Jan Boży urodził się w 1495 roku, dokładnie w dniu swojej śmierci w 1550 roku: 8 marca . Pod koniec życia Jan osiągnął szczyt heroicznej świętości, z którym niewielu się równało. Choć Kościół wspomina Jana Bożego jako świętego… jego życie z pewnością nie rozpoczęło się w ten sposób.
Mając osiem lat, wysłuchał poruszającego kazania wędrownego księdza o przygodach, które czekały go w krainie zwanej wówczas „Nowym Światem”. Mały John był tak pochłonięty tą myślą, że impulsywnie uciekł z domu, by podążyć za księdzem. Rodzice nigdy go już nie zobaczyli.
Nie wolno nam jednak mylić pochopnego działania Jana ze świętą „gorliwością”. To było dziecko, które uciekło bez pozwolenia rodziców, być może nawet bez pożegnania czy słowa o tym, dokąd idzie, pozostawiając rodzinę w agonii za synem – do końca życia . Matka Jana kładła się spać każdej nocy, wyobrażając sobie najgorsze. Czy jej dziecko zostało porwane? Torturowane i bite? Sprzedane w niewolę? Czy jej syn nie żył ?
Niestety, nigdy za życia nie pozna odpowiedzi na te pytania. Zanim John wrócił, by szukać swoich rodziców dziesiątki lat później, oboje dawno już nie żyli.
Jako żołnierz, John zaczął uprawiać hazard, pić i rabować. Pewnego dnia, jadąc na skradzionym koniu, John spadł z grzbietu i wylądował w pobliżu linii wroga. To był moment, który zmienił jego życie na zawsze.
Przerażająca rzeczywistość, że mógł z łatwością zostać schwytany lub zabity, była dla niego sygnałem ostrzegawczym, który zmusił go do głębszego, wnikliwego przyjrzenia się swojemu życiu. Czyniąc to, przysiągł sobie, że dokona zmiany. Była to zmiana radykalna i trwała: impulsywność Johna w końcu przerodziła się w duchową gorliwość . Z grzesznika stał się świętym – tak po prostu.
Reklama – czytaj dalej poniżej
Co więc cudowna przemiana Jana ma wspólnego z zabłąkanymi duszami w naszym życiu, które nie doświadczyły tego samego „natychmiastowego” nawrócenia? Co, jeśli nie wykazują żadnych oznak nawrócenia?
Musimy pamiętać, że w pewnym momencie swojego życia Jan również nie okazywał takich oznak. Jego rozwiązłe życie, pod każdym względem, sprawiało, że możliwość świętości wydawała się beznadziejna. Ale ponieważ został „powołany według postanowienia [Bożego]” (Rz 8,28), Bóg dopilnował, aby życie Jana nie zakończyło się tak, jak się zaczęło.
Musimy jednak zrozumieć, że dla Jana nawrócenie nie było łatwe. Pan pobudził Jana do pokuty nie poprzez rozpieszczanie go na drodze, ale raczej poprzez pozostawienie go „samemu sobie” (Jr 18,12), aby naturalne konsekwencje jego własnych czynów mogły ostatecznie zakończyć się w jedyny sposób, w jaki grzeszne czyny mogą się skończyć: katastrofą. Jan został poniżony – dosłownie, zrzucony z konia i lądujący u stóp wroga. Jan nauczył się tego na własnej skórze.
Podobnie jest z każdym z nas, kto jest wezwany do pokuty, ale uparcie odmawia nauki poprzez posłuszeństwo i pokorę. To, że staramy się podążać tą drogą, nie oznacza, że wszyscy, których kochamy, wybiorą tę samą drogę. Możemy jednak być pewni, że jeśli wybiorą drogę nieposłuszeństwa i pychy, choć ich wybory mogą doprowadzić ich do katastrofy w tym życiu, intencją Ojca jest, aby żyli z Nim na zawsze w życiu przyszłym.
Upokorzyłem go, lecz obdarzę go pomyślnością. Jestem jak bujny cyprys – dzięki mnie wydajesz owoc! (Oz 14,8)
Cóż, jakkolwiek cudowne by to nie było, skąd wiemy, że to nie domysły? Jaką mamy „gwarancję”, że „przedświęci” w naszym życiu doświadczą takiego samego nawrócenia jak św. Jan od Krzyża, aby ich życie nie zakończyło się wieczną katastrofą? Skąd wiemy, że oni, podobnie jak Jan, są powołani zgodnie z zamysłem Boga? Cóż, jeśli spojrzymy wstecz na rodziców Jana – o których, szczerze mówiąc, nie wiemy prawie nic – znajdziemy jeden kluczowy szczegół dotyczący ich relacji z Janem, który odegrał kluczową rolę w przebiegu jego życia:
Jedynie miłe wspomnienia o rodzicach podtrzymywały iskrę wiary w jego sercu
Możemy założyć, że rodzice Johna bardzo go kochali, skoro zachował te cenne wspomnienia o nich przez całą swoją życiową podróż. Co ciekawe, nie dowiadujemy się, że to właśnie miłe wspomnienia o rodzicach podtrzymywały miłość Johna do nich, lecz że podtrzymywały jego „wiarę”.
Co nam to mówi?
To, że rodzice Johna byli ludźmi wiary . Co zatem robiliby nieustannie, dzień w dzień, nękani nieodpartą pokusą zamartwiania się, myślenia o najgorszym, bez słowa od nikogo o tym, co mogło stać się z ich synem przez te wszystkie lata? Modliliby się . To ich modlitwa, wiernie odmawiana w tym mrocznym okresie ich życia, podtrzymywałaby płomień wiary w sercu ich syna, przygotowując go na przyjęcie przemieniającej łaski Boga w tym decydującym, przełomowym momencie.
Za życia rodzice Jana nigdy nie zobaczyli owoców swojej wytrwałości; możliwe, że nigdy nie dostrzegli choćby jednego znaku nadziei. Ich straszliwa, bolesna ofiara, złożona za syna i zjednoczona z Krzyżem, była ceną za jego grzech. Rodzice Jana wzięliby na siebie ciężar długu w imieniu swojego dziecka; a Bóg przyjąłby go jako zapłatę. Dług, który zaciągnął Jan, został spłacony przez jego rodziców w boskiej odpłacie miłości.
(Niniejszy artykuł stanowi adaptację z rozdziału z książki :MC Hoolbrook" 26 kroków ze świętymi - badanie życia świętych")
Modlitwa
Obyśmy i my trwali w nadziei dla naszych bliskich, nawet jeśli nie wiemy, gdzie teraz są ich serca.
Powierzamy tę „wiedzę” Jezu Tobie, który wszystko układasz ku dobremu.
Pomóż nam Panie, to zadanie wykonać w ciemności, przez którą nie możemy przejrzeć. Niech nasza ufność podtrzymuje żar w sercach naszych zbłąkanych bliskich, aby byli otwarci na przyjęcie łaski Bożej, gdy zapuka ona do ich drzwi.
Amen
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa
<><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz