Translate

piątek, 25 września 2020

MODLITWA ŚW. OJCA PIO UZDROWIENIE



jcze Niebieski, dziękuję Ci za to, że mnie kochasz. Dziękuję Ci za zesłanie Twojego Syna, Pana naszego Jezusa Chrystusa na świat, aby mnie zbawił i uwolnił. Ufam w Twą moc i łaskę, która wspiera i leczy mnie. Kochający Ojcze, dotknij mnie teraz swoimi uzdrawiającymi dłońmi, bo wierzę, że jest Twoją wolą abym był zdrowy na ciele, umyśle, duszy i duchu.

Okryj mnie najszlachetniejszą Krwią Twojego Syna, naszego Pana Jezusa Chrystusa od czubka mej głowy do podeszwy mych stóp. Wyrzuć to, czego nie powinno być we mnie. Wylecz niezdrowe i nieprawidłowe komórki. Otwórz zablokowane tętnice i żyły oraz odbuduj i dopełnij wszelkie uszkodzenia. Usuń wszystkie stany zapalne i przemyj infekcje mocą najdroższej krwi Jezusa. Niech ogień Twej uzdrawiającej miłości przejdzie przez całe moje ciało w celu uzdrowienia tak, aby funkcjonowało ono w sposób w jaki Ty je stworzyłeś. Dotknij też mego umysłu i moich emocji, nawet najgłębszych zakamarków mojego serca.

Napełnij mnie swoją obecnością, miłością, radością oraz pokojem i przyciągaj jeszcze bliżej do siebie w każdym momencie mojego życia. Ojcze, napełnij mnie Swoim Duchem Świętym i upoważnij do czynienia wszystkiego co się da, aby moje życie przynosiło chwałę i cześć Twemu świętemu imieniu. Proszę Cię o to w imię Pana Jezusa Chrystusa. Amen.

tutaj    piszę o moim spotkaniu z Ojcem Pio już po jego śmierci. Zapraszam. Piszę tam o swoicm przeżyciu przy grobie Świętego.

poniedziałek, 21 września 2020

DUCHOWE "JA"

/
/ Anioł z duszą na ramieniu by Anna Baryła/

Można o mnie powiedzieć dużo, ale nie to, że jestem bezduszna. 

Bezduszna?

O nie, na to się nie godzę!

I tu wyjaśniam, nie o dobroci serca, czy miłosierdziu piszę, chociaż takie nasunęło Ci się może skojarzenie.

Zostawmy to sobie na inną okazję.

Mam na myśli swoją duszę. Sprawa nie warta rozważania? 

Dlaczego, wszak są i tacy, którzy negują istnienie duszy, choć ich nie nazywają bezdusznymi. 

Zastosowałam tu taką sobie  zabawę  słowotwórczą z rdzeniem "dusza".

" (...)Australijski neurofizjolog John Carew Eccles (1903-1997), laureat Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny (1963), jeden z największych badaczy ludzkiego mózgu, po wieloletnich badaniach doszedł do wniosku określił (...) jako zubożałe i puste twierdzenie ateistów, że ludzki mózg jest jak superskomplikowany komputer, który generuje wszystkie myśli i uczucia.

Ta teoria nie uwzględnia wielu faktów stwierdzonych naukowo i redukuje tajemnicę człowieka do czystej materii, jakby człowiek był tylko – jak pisze Dean Hamer –
„wiązką reakcji chemicznych poruszających się tu i tam w jednym opakowaniu, którymi rządzi DNA” (Denyse O’Leary, Mario Beauregard, Duchowy mózg, Wydawnictwo WAM, 2011, s. 71).

„Skoro materialistyczna koncepcja – pisze Eccles – nie jest w stanie wyjaśnić i uzasadnić doświadczenia naszej niepowtarzalności, jestem zmuszony przyjąć nadprzyrodzone stworzenie niepowtarzalnego, duchowego, osobowego »ja«, czyli duszy. Wyjaśniając w terminach teologicznych: każda dusza jest nowym Bożym stworzeniem wszczepionym w ludzki zarodek” (Evolution of the Brain, Creation of the Self, s. 237)(...)"

Ale nie zabawnie jest tym, którzy noszą "duszę na ramieniu" i to nie ze względu na opanowujący ich strach.

Dorota Osińska - Z DUSZĄ NA RAMIENIU - YouTube




Tekst: Magda Czapińska 
Muzyka: Henryk Alber 



Niby wszystko takie jasne, a tak ciemno, 
Że powtarzać sobie muszę - nie jest źle 
A ty, duszo na ramieniu, trzymaj ze mną 
Gdy się gubię, kiedy wątpię - pilnuj mnie. 
Kiedy dygot serca budzi mnie o świcie 
Kiedy marzeń sieć na strzępy życie rwie 
Kiedy, mimo jasnych prognoz, czarno widzę 
Bądź jak światło w tym tunelu - prowadź mnie. 

Jak cię pocieszyć, czym cię rozśmieszyć 
Skąd brać odwagę na dalszy ciąg 
Gdy tak się gmatwa to, co najprostsze 
Gdy tak się wszystko wymyka z rąk 

Jeśli życie jest czekaniem - będę czekać 
Chociaż czasu na czekanie ciągle mniej 
Choć zmęczenia pył pokrywa twarze wokół 
A do duszy tak się lepi smutku klej. 
Czasem lubię z nią pogadać, aby sprawdzić 
Czy tam jeszcze coś ważnego dzieje się 
Wtedy ona albo skomli, albo warczy 
Albo milczy, by nie martwić więcej mnie. 

Jak cię pocieszyć, czym cię rozśmieszyć 
Skąd brać odwagę na dalszy ciąg 
I co się stanie z nami, kochanie 
Gdy ktoś nam nagle wyłączy prąd. 

Niby wszystko takie jasne, a tak ciemno 
Że powtarzać sobie muszę - nie, nie jest źle 
A ty, duszo na ramieniu, wytrwaj ze mną 
Gdy się gubię, kiedy wątpię, pilnuj mnie


Źródło: milujciesie.pl

czwartek, 10 września 2020

SEN


niło mi się, że, ciało rzuciwszy na ziemi,
Duch mój wzbił się do Nieba skrzydły anielskiemi...
W jednej chwili cudownych blasków oceany
Rozlały się wkoło mnie w bezmiar nieprzejrzany,
I w głąb swą pochłonęły wzrok mój zachwycony,
A słuch wzięły mi dziwnej harmonii tony,
Co, wydane przez świetlnej tej powodzi drżenie,
Łamały ją w tęczowych, dźwięcznych fal pierścienie.
Kołysany w tych dźwięków i tych blasków toni,
Gdy zwolna z niemi ucho oswajam i oko,
Boże wielki! i cóż się mej duszy odsłoni?
Ocean tej światłości, rozlany szeroko,
To blask, którym jaśnieją Świętych Pańskich lica;
Harmonja ta cudowna, co mię tak zachwyca,
To ich głosy, ich mowa!... Widzę, widzę owo
Rzesze ich niezliczone w niebieskiej przestrzeni,
Niby pyłki śród smugi słonecznych promieni
Mżą, iskrzą się, migocą, jak mgłą brylantową.
Lecz dziw! każdy z tych pyłków, czy tuż przy mnie płonie,
Czy rzucony gdzieś w obszar, co mu granic niéma,
Świeci jasny, wyraźny przed memi oczyma
Ludzką żywą postacią, i wyciąga dłonie,
I uśmiechem, słodyczy pełnym i wesela,
Wita mię, jak lubego brata, przyjaciela!
Więc i ja też wzajemnie witam ich radośnie,
A miłość moja ku nim z każdą chwilą rośnie!

O! bo jak ich nie kochać w tej świętej dziedzinie,
Co jest przybytkiem szczęścia przez miłość jedynie?
Jak nie kochać, gdy dusza, wszechwiedzą bogata,
Wie o każdym, czem zdobył wieczność błogą sobie,
Gdy z nich każdy tu świeci w całej cnót ozdobie,
Co świat dźwigały, nieraz nieznane od świata.
Jak nie kochać, gdy wszystko, com ja za żywota,
W chwilach przenajczystszego duszy uniesienia,
Miłował, czcił i wielbił, tu, jak zorza złota,
Każdego z tych wybrańców pańskich opromienia;
Gdy widzę śród tej rzeszy i dobre pasterze,
Co położyli dusze za swoje owczarnie;
I owych bohaterów, co swych ojców wierze
Chrobre piersi na szańce oddali ofiarnie;
I mistrzów, siewców bożych, co od nich nasiona
Prawej mądrości brała serc młodzieńczych niwa;
I tych wieszczów-proroków, których pieśń natchniona
Ku Niebu świętym gwałtem ziemiany porywa
I sprawia, że z miłością, wiarą i nadzieją
Cierpieć, walczyć i umrzeć za prawdę umieją;
I tych, co skromni, cisi, pokorni i mali,
Błogosławieństwo boskie szerzyli dokoła,
Bliźnim na każdą ranę balsam podawali,
Z łez oczy i ze znoju ocierali czoła;
I tych wreszcie, co z darów ziemi nic nie wzięli,
Od kolebki do zimnej grobowej pościeli
Łamiąc się tylko z nędzą, i bólem, i troską,
Dlatego, że, miłością ożywieni boską,
Woleli krzyż swój dźwigać dla niebieskiej chwały,
Niźli czartu dać pokłon, choćby za świat cały...

Więc nie dziw, że mi tutaj nie tęskno do świata,
Gdzie słońce me najczęściej kryło się za chmurą,
Co i własną mą grzędę pomroką ponurą
Osłaniała przez wszystkie mego życia lata.
Nie tęskno, choć mi zawsze droga grzęda owa,
Bo nad to — gdzież na opis tego cudu słowa?!
I ta ziemia, kolebka moja ukochana,
Świeci w tych rajskich sferach jak fata-morgana,
Jak gdyby w czarodziejskiem zwierciadle odbita,
Świeci jasna urocza dziwnie przemieniona,
Tak, iż z Niebem na równi mię za serce chwyta,
I ledwie, że nie każe wątpić, czy to ona?
Wątpiłbym, gdyby w Niebie wątpić można było,
Gdyby tajniki cudów nie były mi znane;
Lecz, żem jasnowidzenia obdarzony siłą,
To i pojmuję dobrze tę cudowną zmianę:
Wiem, dlaczego tam widzę róże i lilije,
Gdziem za życia spotykał cierniska i głogi;
Dlaczego hymn tryumfu stamtąd w niebo bije,
Gdziem słyszał tylko skargi, płacz i jęk złowrogi;
Dlaczego to, co w prochu zdeptane leżało,
Teraz jasne, pogodne czoło wznosi śmiało;
Dlaczego się całuny w purpurę zmieniły,
A świątyniami smutne stały się mogiły.
Wiem to wszystko, bo jawne dziś mi drogi boże
I prawda Błogosławieństw świętych Zbawiciela;
Bo rozumiem, co ziemi blasków tych udziela,
Któremi i śród blasku Niebios jaśnieć może.

O Panie! jakże wielkie miłosierdzie Twoje!
O jakże nieprzebrane łask Twych świętych zdroje!
Jakże hojna maluczkich cierpień mych zapłata!
Coraz wyżej i wyżej dusza moja wzlata,
Coraz w żywsze zachwyty radości opływa
I szczęścia swego zmierzyć nie może szczęśliwa!
A przecież wiem na pewno, że jeszcze nie na tem
Ma się zakończyć błogość, dla mnie zgotowana,
Że rychło przed Najwyższym stanę Majestatem
I ujrzę, poznam Stwórcę swojego i Pana,
Którego dotąd dla mnie zakryte oblicze,
Chociaż całe Niebiosa jego blaskiem lśnią się,
Choć w każdym z tych wybranych świeci tajemnicze,
Jak słońce w każdej kropli na porannej rosie.
Ujrzę sprawcę tych cudów, com je we wszechświecie
Wielbił, wszędy je widząc, od gwiazd, z Jego dłoni
Sypniętych, jak pył złoty, w bezmierne przestworze,
Do pyłku na motylich skrzydełkach i kwiecie,
Od żywiącej mirjady tworów morskiej toni,
Do kropli wody, życiem kipiącej, jak morze.
Ujrzę źródło, skąd płynie prawda, mądrość, cnota,
Przed któremi tak chętnie biłem kornem czołem,
Źródło świętej miłości, przez którą aniołem
Człek się staje śród nędzy ziemskiego żywota;
Ujrzę Go i z ufnością lubego dziecięcia,
Jak Ojcu najdroższemu upadnę w objęcia!...

Czuję, jak się ta chwila cudu ku mnie spieszy
I z drżenia własnej duszy, co mi niecierpliwa
Coraz szybszym, raźniejszym lotem się porywa,
I z radości wezbranej w całej świętych rzeszy,
Co w mem szczęściu własnego widzi rozmnożenie...
I w jeden okrzyk: Ojcze! całe zlawszy tchnienie,
Ocknąłem się, niestety, właśnie gdy anieli
Z oczu moich zasłonę tajemniczą zdjęli,
Lecz wprzód, nim te, olśnione blaskiem bożej chwały,
Spojrzeć na przenajświętsze oblicze zdołały.

Warszawa, 1893. Adam Pług (Antoni Pietkiewicz).

wtorek, 8 września 2020

ZIARNO POWIERZONE MARYI

(Legenda o Matce Boskiej: MB Siewna Piotra Stachiewicza)


Czy znacie ten piękny fragment z "Roku Polskiego" Zofii Kossak-Szczuckiej:

"(...)
rzesień. Zieleń ustępująca miejsca purpurze i złotu; perlista biel obfitych roś rannych, niezmącone modre niebo, fiolet śliw, granat jeżyn, rumieńce jabłek, czerwień pomidorów, kalin, jarzębin; sady pełne zapachów owoców, brzęk os nad gruszkami, woń pietruszki i selerów, niosąca się z warzywników - to wrzesień. Lasy zakwitające płomieniem albo koralem, błękitne dymy ognisk pastuszych, snujące się ponad sczerniałe łęciny ziemniaczane; w młodych dębinach, zagajach świerkowych urodzaj rydzów, dorzucających swą jaskrawość do ogólnej złocistości; pod strzechami chat nad przyzbą pęki liści tytoniowych, makówek i żółte kolby kukurydzy; pogoda i cisza dokonanych zbiorów ... Wielkim wydarzeniem września są odloty ptasie, sygnał zamknięcia pewnego etapu życia i pracy, swoiste memento mori ziemi... "


W takim dniu, jki mamy dzisiaj, tj Matki Boskiej Siewnej warto też zacytować wiersz poety 

 Józefa Skóry, który poświęcił Matce Bożej Siewnej jeden ze swoich wierszy, w którym oddaje cześć ludowi wiejskiemu, z którego - jak można zuważyć  - w przeszłości bliższej lub dalszej, wszyscy się przecież wywodzimy.

"Idzie Matka Boska Siewna po jesiennej roli,
wsiewa ziarno w ziemię czarną
w złotej aureoli.

Rzuca swe płomienne blaski
na pola i sioła,
Miłosierna, pełna łaski
patrzy dookoła...

A jesienne kwiaty przed Nią
na miedzy się chylą,
ranek do stóp Jej blask sieje
zapatrzenia chwilą.

Idzie drogą, idzie polem
niby mgła powiewna
błogosławić ludzką dolę
Matka Boska Siewna.

Wiatr Ją muska i całuje
kraj błękitnej szaty,
szepcą cicho: "Ave Maria"
na miedzy bławaty.."




W święto Matki Bożej Siewnej, jak każe dawny zwyczaj, rolnicy przynoszą ziarno przeznaczone na tegoroczny zasiew. Kapłan, poświęcając je, wypowiada następującą modlitwę: „Boże, Ty sprawiasz, że wszelkie nasiona wpadłszy w ziemię obumierają, aby wydać plon (…). Prosimy Cię, pobłogosław te ziarna zbóż i inne nasiona. Zachowaj je przed gradem, powodzią, suszą i wszelką szkodą, a ziemię użyźnij rosą z nieba, aby rośliny z nich wyrosłe wydały obfite plony. Spraw też, abyśmy za przykładem Najświętszej Maryi Panny (…) przynosili plon stokrotny przez naszą wytrwałość w pełnieniu Twojej woli”.
I tak zaorane zagony czekają na przyjęcie nowego daru – ziemia wkrótce otrzyma nowe ziarno; ono jeszcze przed nadejściem zimy uraduje nasze oczy zielenią. Na wiosnę ziarno przygarnięte przez ziemię, wraz z całą naturą, wybuchnie bogatym wzrostem. Pod koniec lata znów uraduje nas plonem stokrotnym.
Nic więc dziwnego, że Kościół pragnie 8 września, a więc pod koniec lata i na progu jesieni, uczcić Matkę Bożą, wspominając Jej narodzenie. Jej przyjście na świat tak bardzo przywołuje w wyobraźni obraz jesiennego siewu. W Maryi bowiem Bóg powierzył ziemi drogocenne „ziarno”, które w przyszłości wyda plon.
„Błogosławiony jest owoc żywota Twojego…” – modlą się dziś tysiące ludzi wierzących na całej ziemi.


(http://uwielbieniejudatadeusz.pl/

czwartek, 27 sierpnia 2020

PERPETUA I FELICYTA

(św.św.Perpetua i Felicyta)

Kiedy po długich "męczarniach" moich i 2 lekarzy ginekologów, jeden z nich podszedł do kalendarza i zapytał, które z  imion dzisiejszych patronek dnia nadam swojej pierworodnej córeczce, nie zastanawiałam się długo. Już przecież imię obraliśmy wspólnie z mężem. Lekarz odczytał z kartki z kalendarza: Aniela i Petronela.  Całe szczęście, że  nie Perpetua i Felicyta. Nie skorzystaliśmy z żadnej proponowanej opcji.
Były to czasy, kiedy rodzice nie odwoływali się raczej do imion archaicznych, za to chętnie nadawali imiona z argentyńskich seriali, jak Isaura czy Alonso.

Za równe 3 lata , co do dnia, sytuacja się powtórzyła.  Urodziłam następną córeczkę. Patronki były wciąż te same. Mogłabym tym duetem obdarować moje dwie córki. Obchodziłyby w przyszłości nie tylko urodziny w tym samym dniu, ale również imieniny.

Skoro przywołałam Perpetuę i Felicytę, to kilka zdań o nich, bo to były święte kobiety.


Na portalu Polonia Christiana znalazłam takie informacje:

"(...)

erpetua i Felicyta










patronki bezpłodnych kobiet - matki męczennice 

Perpetua i Felicyta to męczennice wymieniane w drugiej modlitwie wstawienniczej Kanonu Rzymskiego. Łączył je związek szczególny, jedna bowiem była kobietą z zamożnej patrycjuszowskiej rodziny, druga jej niewolnicą. Ich wspólne męczeństwo stanowi piękne zobrazowanie autentycznej katolickiej równości – równości wobec Boga i śmierci – jaką chrześcijaństwo wniosło w proces rozwoju ludzkości. 

Perpetua była młodą mężatką mieszkającą niedaleko Kartaginy w Afryce Prokonsularnej (na terenie obecnej Tunezji). O jej mężu nie zachowały się żadne pewne wiadomości. Wiadomo jedynie, że mieli małe dziecko. Ojciec Perpetui był poganinem, a ona potajemnie rozpoczęła katechumenat i nakłoniła do wiary Chrystusowej kilka osób ze swego otoczenia, w tym brata Saturusa oraz służbę domową (Felicytę, Rewokatusa, Sekundulusa i Saturninusa). 

Za panowania Septymiusza Sewera Perpetua została oskarżona o bycie chrześcijanką. Wraz ze wszystkimi „winnymi” została osadzona w więzieniu w Kartaginie. Jej służąca Felicyta, również zamężna, była akurat w ciąży, nie mogła więc być od razu stracona, gdyż prawo rzymskie zabraniało dokonywania egzekucji na ciężarnych kobietach. 

W więzieniu Perpetua i Felicyta przyjęły chrzest. Tam też rozegrał się dramat niełatwego wyboru Perpetui. Przynoszono jej dziecko, aby mogła karmić je piersią, a ojciec nie przestawał namawiać jej, by złożyła ofiarę rzymskim bóstwom i tak ocaliła życie. Mówił, że jest jego ukochaną córką, że włożył w jej wychowanie najwięcej serca, całował ją po rękach i błagał, żeby odstąpiła od Chrystusa. Córka pozostawała nieugięta, wiedząc, iż nic nie znaczy życie na tej ziemi, jeśli dobrowolnie utraci się perspektywę zbawienia w wieczności. 

W końcu dzielna patrycjuszka wraz z towarzyszami stanęła przed sądem. Zadano jej pytanie, które przesądziło o jej losie: „Czy jesteś chrześcijanką?”. Odpowiedź brzmiała: „Jestem chrześcijanką”. W konsekwencji zawleczono skazanych na arenę, gdzie mieli być rozszarpani przez dzikie zwierzęta. Podanie głosi, iż bestie nie ośmieliły się tknąć świętych męczenników i dlatego musieli ich zabić gladiatorzy. 

Historię św. Perpetui i Felicyty oraz innych umęczonych wówczas chrześcijan poznajemy dzięki zapiskom uczynionym przez tę pierwszą w więzieniu oraz relacji naocznego świadka. Ich kult w szybkim tempie rozprzestrzenił się w Kościele, a o jego randze świadczy chociażby dodanie imion świętych niewiast do najważniejszej części Mszy Świętej."


czwartek, 20 sierpnia 2020

WSPÓŁPRACA Z ANIOŁAMI


Dzisiaj "idę na łatwiznę".
Dla tych, którzy nie zaglądają na mój podstawowy blog "Zapiski z mojego laptopa" udostępniam post o mojej współpracy z aniołami.  Tworząc  wówczas tamten tekst nie planowałam jeszcze nowego bloga o charakterze religijnym. Tym tłumaczy się moje postanowienie, że należy go skopiować w to miejsce, bardziej właściwsze. Tam może być przyjęty tylko humorystycznie, a tu... sami oceńcie.

angelo-sotto-i-vestiti, Animacja Michele Giammaria (MIKI4)

Czy Wielkopolanie nie słyszeli tego szumu na niebie (nie myślę o dzielnicach, nad którymi kursują samoloty z Ławicy, czy wojskowe błyskawice z hukiem, jak grzmoty F-16)?

To moje anioły przemierzały Wielkopolskę, aby znaleźć odpowiednie miejsce na ostatnie gniazdo rodzinne. A miały rozległe zadanie, którego realizację opisałam w poście „Pomiary odległości” tutaj. Nie wszystko tam opisałam. Najważniejsze przypadki, niezwykle cudowne dla rodziny, związane z tym miejscem, zachowałam bez publicznego ujawnienia, strzegąc prywatności członków rodziny.

Ale wcześniej, kiedy mieszkaliśmy jeszcze na Mazowszu, odwiedzaliśmy dość często córki studiujące i mieszkające w Poznaniu, przemierzając ponad 250 km autem.

Jedna z córek, zwracała się do mnie z prośbą, jak to miała w zwyczaju, o wstawienniczą modlitwę. Przecież zbliżał się następnego dnia egzamin. „A ucz się”, mruczałam sobie pod nosem niejednokrotnie. „A nie angażuj ze strachu aniołów! Jak trwoga to do Boga, a nie do mnie!”.

Druga córka wolała kontakt bezpośredni z Wyższą Władzą bez mojego pośrednictwa.

Ileż to ja musiałam uruchamiać kontaktów anielskich (teraz bez kontaktów, to ani rusz), np. : Aniołowie Stróże - mój, córki, egzaminatora.

A kto za to wszystko zapłaci? 
Oj, sorry, zapomniałam się. Usługi non profit, przynajmniej z niebiańskiej strony, bo córka była bardzo wdzięczna, nie powiem, zanadto zwojów mózgowych nie przegrzewała, a wynik osiągała wspaniały.

Miała za co pośrednikom, mam na myśli matkę, jako menadżerowi, oraz zleceniobiorcom niebiańskim, za co dziękować.
Przez wszystkie lata studiów nie miała żadnych potknięć w zaliczeniach i egzaminach.

Druga córka, ta „Samosia”, też pięknie przez drogę wyższego stopnia edukacji przebrnęła bezproblemowo. Nigdy nie informowała mnie o terminie swoich egzaminów, ale dopiero wtedy, kiedy było już po wszystkim i chwaliła się ocenę bardzo dobrą. Nie jestem jednak pewna, czy Anioł jakiś nie maczał (?) w tym swoich…..skrzydełek.

Ostatnio mam, jakby mniej, roboty jako menedżerka. 
Nie sądzę, aby zleceniodawczyni przeniosła się do szarej strefy. Wolę myśleć, że serwer na linii „ziemia – anielskie przestworza” działa bez zakłóceń, a nie jak u mnie, przy prowadzeniu bloga. Zależy w którym pomieszczeniu pracuję, często pojawia się komunikat: „Podczas zapisywania lub publikowania Twojego posta wystąpił błąd. Spróbuj ponownie. Zamknij". Ach, ten serwer ze swoim słabym zasięgiem!

W życiu nie mam zamiaru na razie niczego zamykać i wciąż jestem gotowa przyjmować zamówienia od rodziny lub kogokolwiek innego na prośbę o modlitwy wstawiennicze, oczywiście, non profit!

Kontakty z aniołami są czasem bardzo frapujące.

A oto taki, np.: przypadek. 
Jechałam z mężem do córek, wówczas jeszcze poznańskich słowików, przepraszam za przejęzyczenie, „słoików”, wioząc im pomidorówkę w szybkowarze i schabowe kotleciki. Dlaczego w szybkowarze? Sama nie wiedziałam, nigdy tego nie robiłam, brałam raczej słoiki. Kotleciki pozawijałam, każdy oddzielnie, w przezroczyste folijki.

Na trasie mamy zwyczaj odmawiać głośno wszystkie trzy części różańca. To zajmowało nam połowę trasy do Poznania. Same korzyści, bo czas i trasa szybko mijała, a i kierowca nie słyszał gderania pasażerki: "Kochanie, jedź wolniej..." (to wersja najbardziej łagodna). Mężowi bardzo pasuje wybór tej właśnie modlitwy, bo takie, jak np.: Koronka do Miłosierdzia Bożego, albo Anioł Pański (które też znamy i odmawiamy), niestety, dałyby mi szybciej możliwość fonicznego włączania się do jazdy jako pilot. A tego mąż nie znosi, nawet, gdybym najbardziej próbowała złagodzić nastawienie po modlitwie do mnie, jako nawigatorki . 

I tak, pewnego razu po zakończeniu odmawiania różańca okazało się, że samochód odmówił kierowcy posłuszeństwa do tego stopnia, że nawet ja, jako nawigatorka struchlałam i nie rozpoczęłam rutynowego nawijania.

Pedały nie reagowały na życzenie męża. Samochód rwał przed siebie z prędkością…(nie czyta tego posta czasem policjant..., a co mi tam...) grubo ponad setkę. Jechaliśmy, dzięki Bogu i aniołkom, bez innych uczestników drogi szybkiego ruchu tak długo, aż auto samo się zatrzymało.

Nie będę opisywać szczegółów, ale naprzeciw trasy znajdował się serwis, w którym zostawiliśmy doholowany (przez dobrego człowieka, mieszkającego w pobliżu) do naprawy samochód z pomidorówką w bagażniku, szczelnie zamkniętą w szybkowarze. Okazało się, że pękł pasek rozrządu albo coś innego. Przecież nie znam się na mechanice, mogę się mylić. Jestem tylko kobietą z szoferem.

Sami ustawiliśmy się w ten upalny dzień na drodze z kotlecikami w reklamówce, czekając w charakterze autostopowiczów. No niezupełnie, trochę kasy ze sobą wzięliśmy z domu.

No i zatrzymał się anioł w postaci młodzieńca, który miał po brzegi zapchane auto dużymi ściennymi kalendarzami (bez pornografii – bo to był, jako się rzekło – Anioł). 

Zrobił jednak dla nas miejsce i zawiózł do Poznania. Nie wiem, dokąd dokładnie jechał (ufałam, że nie w zaświaty), chcieliśmy go zwolnić z tej uciążliwości spowodowanej nami już na pierwszym przystanku tramwajowym lub autobusowym, na początku Poznania, aby go dalej nie fatygować, lub w dowolnie wybranym przez niego miejscu. Uparł się, że zawiezie nas do celu. Zajechaliśmy więc pod kilkunastopiętrowy blok z nieprzeliczoną ilością okien, przez które wyglądają gapie. 
A kto im w końcu zabroni się gapić, no kto? Są przecież u siebie!

Z ogromną wdzięcznością za anielską dobroć młodzieńca (non profit), wygramoliłam się z auta, a z mojej reklamówki, którą wcześniej trzymałam w aucie na swoich kolanach, wytoczyły się, i szerokim łukiem rozrzuciły na parking, kotleciki schabowe. Prawda, że była to pora obiadowa i może niejeden wyglądający przez okno mrówkowca mieszkaniec miałby na takiego kotlecika ochotę, ale przecież aż tyle ich nie miałam, żeby sprawiedliwie Pyrlandię wykarmić.

Aniołek rzucił się do pomocy, nawet zaproponowałam mu wspólny obiad, ale podziękował. Zapomniałam, że aniołowie karmią się Miłością Bożą, a nie schabowymi kotletami, jeszcze skalanymi parkingowym pyłem.

Ciekawa byłam, jak długo mieli naprawiać samochód. Nie dlatego pytałam o to męża, że nie miałam czym do domu wrócić (urlop wzięłam tylko na 1 dzień), owszem, może też, ale przede wszystkim zastanawiałam się, co z tą pomidorówką? 

Czy sama w ten upalny dzień stamtąd nie wypełznie, chociaż po kilku dniach, kto wie? 
Nie… przecież była zamknięta szczelnie w szybkowarze. 

Jak to dobrze, że posłuchałam przed wyjazdem mojego Anioła Stróża, aby zupę zamiast w słoikach, tym razem zabrać w szybkowarze!

<><><><><><><><>

A teraz poważniej.
Co na temat aniołów – jako doskonałych sług Bożych - mówi Pismo Św?



Autor wpisu w Google+: Fiorella Arca

„…Pismo Święte wskazuje nam, że aniołowie - jako doskonali słudzy Boga - pragną pozostawać anonimowi, raczej działać niezauważalnie. Biblijni autorzy przestrzegają nas przed oddawaniem aniołom nadmiernej czci i przed zjawiskiem anielskiego kultu (zwłaszcza pisze o tym święty Paweł). Biblia podkreśla jednocześnie, że zawsze każdy z ludzi może liczyć na anielską opiekę, zwłaszcza ten najmniejszy i najbardziej niewinny - jak choćby dziecko, którego anioł zawsze wpatruje się w oblicze Boga Ojca, o czym zapewnił nas sam Jezus”.

Źródło: Herbert Oleschko: „Aniołów dyskretny lot”, Wydawnictwo oo. Bernardynów "Calvarianum", Kalwaria Zebrzydowska 1996.

sobota, 15 sierpnia 2020

WNIEBOWZIĘCIE NMP ( ODEJŚCIE DUCHA I WZIĘCIE CIAŁA DO NIEBA)



Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, obchodzona przez Kościół katolicki 15 sierpnia, sięga V wieku i jest rozpowszechniona w całym chrześcijaństwie. Jednocześnie należy zaznaczyć, że Nowy Testament nigdzie nie wspomina o ostatnich dniach życia, śmierci i o Wniebowzięciu Matki Bożej. Nie ma Jej grobu ani Jej relikwii.
A oto zapowiedziany w poprzednim poście cytat z "Poematu Boga - Człowieka Marii Valtorty.

Napisane 5 stycznia 1944 r.
Mówi Jezus:

«Kiedy nadeszła ostatnia godzina dla Maryi, Mojej Matki, opadła Ona na posłanie jak wyczerpana lilia, która oddała całą swą woń i chyli się pod gwiaździstym niebem, zamykając biały kielich. Zamknęła oczy na wszystko, co Ją otaczało, żeby pogrążyć się w ostatniej pogodnej kontemplacji Boga.
Anioł Maryi, pochylony nad Jej snem, czekał drżąc, aż – w czasie postanowionym przez Boga – ogarniająca ją ekstaza oddzieli Jej ducha od ciała i odłączy go na zawsze od ziemi. Z Nieba już zstępował łagodny, wzywający rozkaz Boży.
Pochylony nad tym tajemniczym spoczynkiem Jan, anioł ziemski, także czuwa nad mającą go opuścić Matką. A kiedy widzi, że zgasła, czuwa nad Nią dalej. Pragnie bowiem tę śpiącą, taką piękną i cichą, zachować od profanujących i ciekawskich spojrzeń. Chce, aby pozostała po śmierci Nieskalaną Oblubienicą i Matką Boga.
Istnieje opowiadanie, według którego w trumnie Maryi, otwartej przez Tomasza, znaleziono jedynie kwiaty. To tylko legenda. Żaden grób nie pochłonął ciała Maryi, nie było bowiem żadnych zwłok Maryi, bo Ona nie umarła tak, jak umiera ktoś, kto posiadał życie.
Ona jedynie, na rozkaz Boży, odłączyła się od ducha, który wyprzedził Ją [do Nieba]. [Z tym duchem potem] połączyło się ponownie Jej najświętsze ciało. Odwracając zwyczajne prawa – zgodnie z którymi ekstaza kończy się, gdy przerywa się uniesienie, to znaczy kiedy duch powraca [do ciała], do stanu normalnego – ciało Maryi ponownie zjednoczyło się z duchem, po długim spoczynku na żałobnym posłaniu.
Dla Boga wszystko jest możliwe. Ja wyszedłem z Grobu o własnej mocy. Maryja zaś przyszła do Mnie, do Boga, do Nieba, nie poznawszy w ogóle grobu z jego okropnością zgnilizny i posępności. To jest jeden z najbardziej olśniewających cudów Bożych. Co prawda nie jedyny, jeśli się przypomni o umiłowanym przez Pana Henochu i Eliaszu. Nie zaznawszy śmierci zostali oni porwani z ziemi i przeniesieni gdzie indziej: na miejsce znane jedynie Bogu i mieszkańcom Niebios. Pomimo swej sprawiedliwości byli oni niczym wobec [doskonałości] Mojej Matki, niższej pod względem świętości jedynie od Boga.

Właśnie dlatego nie ma szczątków ciała ani grobu Maryi. Maryja nie miała grobu, a Jej ciało zostało wzięte do Nieba.»


Napisane 1 maja 1946 r.
Mówi Jezus:
«Istnieje różnica między odłączeniem się duszy od ciała w prawdziwej śmierci, a chwilowym oddzieleniem się ducha od ciała i ożywiającej je duszy przez ekstazę lub kontemplacyjne uniesienie.
Odłączenie się duszy od ciała doprowadza do prawdziwej śmierci. Kontemplacja ekstatyczna zaś – czyli czasowe wzniesienie się ducha poza bariery zmysłów i materii – nie wywołuje śmierci. [Dzieje się tak] dlatego, że dusza wtedy nie odrywa się i nie odłącza całkowicie od ciała. Czyni to tylko jej najdoskonalsza część, którą pochłania ogień kontemplacji.
Wszyscy ludzie, dopóki żyją, mają w sobie duszę albo martwą wskutek grzechu, albo ożywioną dzięki [łasce] sprawiedliwości. Do prawdziwej kontemplacji dochodzą jednak tylko ludzie bardzo miłujący Boga.
Dusza podtrzymuje życie [człowieka] tak długo, jak długo jest zjednoczona z ciałem. Właściwość ta wspólna jest wszystkim ludziom. [Możliwość kontemplacji] wskazuje, że dusza posiada w sobie część szczególną: [jakby] duszę duszy lub ducha ducha. U sprawiedliwych jest [to część] bardzo potężna. U tych zaś, którzy przestali kochać Boga i Jego Prawo – choćby tylko przez letniość lub grzechy powszednie – część ta staje się słaba. Z tego powodu istota ludzka traci zależną od stopnia osiągniętej doskonałości zdolność kontemplowania i poznawania Boga oraz Jego odwiecznych prawd. Im bardziej istota stworzona miłuje Boga i służy Mu wszystkimi siłami i uzdolnieniami, tym bardziej najwznioślejsza część jej ducha powiększa zdolność poznawania, kontemplowania i przenikania odwiecznych prawd.
Wyposażony w rozumną duszę człowiek jest [jakby] pojemnym [naczyniem], które Bóg napełnia samym Sobą. Maryja – istota najświętsza po Chrystusie pośród wszystkich stworzeń – była naczyniem tak przepełnionym Bogiem, że przez całe wieki na wszystkich Swych braci w Chrystusie wylewa Boga, Jego łaski, miłość i zmiłowania.
Przeszła [przez ziemię] ogarnięta falami miłości. Teraz zaś, stawszy się w Niebie oceanem miłości, przelewa jej fale na Swe wierne dzieci i na synów marnotrawnych, dla zbawienia wszystkich. Ona bowiem jest Matką wszystkich ludzi.»


Bazylika Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Jerozolimie - YouTube