Translate

wtorek, 31 sierpnia 2021

PRZEPIÓRKI I MANNA

 Na moim drugim blogu "ZAPISKI WCZESNEJ EMERYTKI" pisałam wczoraj o stworzeniach (mogących stanowić pokarm dla człowieka), spadających "z nieba".

Osobom, znającym Biblię, kojarzyć się to może z przepiórkami i manną, które też "spadały z nieba" w czasie wędrówki Izraelitów przez pustynię. 

Art by  James Joseph  Jacques  Tissot 
 z przełomu XIX i XX wieku

Zamieszczam poniżej pełny tekst biblijny, po czym komentarz, jak ewentualnie ten cud, czy zjawisko naturalne podane w cudowny sposób, można rozumieć.
Przepiórki jednak, ani manna nie były Izraelitom podane na misach, gotowe do spożycia, jak my teraz marzymy o pieczonych gołąbkach spadających z nieba wprost do naszych gąbek. Tak... tak... to tylko przysłowie...
Izraelici musieli się troszeczkę wysilić. 
Jednak nie byli na tyle wdzięczni za ten dar, aby nie buntować się i szemrać przeciw Bogu. 
Czy człowiekowi kiedykolwiek można było dogodzić? 
Nieposłuszeństwo i brak wdzięczności wzięło początek  od Adama i Ewy...

Wydawnictwo PallottinumPismo Święte Starego i Nowego Testamentu

STARY TESTAMENT

Księga Wyjścia
 

Przepiórki i manna

16
Następnie wyruszyli z Elim. Przybyło zaś całe zgromadzenie Izraelitów na pustynię Sin1, położoną między Elim a Synajem, piętnastego dnia drugiego miesiąca od ich wyjścia z ziemi egipskiej. I zaczęło szemrać na pustyni całe zgromadzenie Izraelitów przeciw Mojżeszowi i przeciw Aaronowi. Izraelici mówili im: «Obyśmy pomarli z ręki Pana w ziemi egipskiej, gdzieśmy zasiadali przed garnkami mięsa i jadali chleb do sytości! Wyprowadziliście nas na tę pustynię, aby głodem umorzyć całą tę rzeszę».
Pan powiedział wówczas do Mojżesza: «Oto ześlę wam chleb z nieba, na kształt deszczu. I będzie wychodził lud, i każdego dnia będzie zbierał według potrzeby dziennej. Chcę ich także doświadczyć, czy pójdą za moimi rozkazami czy też nie. Lecz w dniu szóstym zrobią zapas tego, co przyniosą, a będzie to podwójna ilość tego, co będą zbierać codziennie». Mojżesz i Aaron powiedzieli do społeczności Izraelitów: «Tego wieczora ujrzycie, że to Pan wyprowadził was z ziemi egipskiej. A rano ujrzycie chwałę Pana, gdyż usłyszał On, że szemrzecie przeciw Panu. Czymże my jesteśmy, że szemrzecie przeciw nam?» Mojżesz powiedział: «Wieczorem Pan da wam mięso do jedzenia, a rano chleb do sytości, bo słyszał Pan szemranie wasze przeciw Niemu. Czymże bowiem my jesteśmy? Nie szemraliście przeciwko nam, ale przeciw Panu!»
Mojżesz rzekł do Aarona: «Powiedz całemu zgromadzeniu Izraelitów: Zbliżcie się do Pana, gdyż słyszał wasze szemrania». 10 W czasie przemowy Aarona do całego zgromadzenia Izraelitów spojrzeli ku pustyni i ukazała się im w obłoku chwała Pana. 11 I przemówił Pan do Mojżesza tymi słowami: 12 «Słyszałem szemranie Izraelitów. Powiedz im tak: O zmierzchu2 będziecie jeść mięso, a rano nasycicie się chlebem. Poznacie wtedy, że Ja, Pan, jestem waszym Bogiem». 13 Rzeczywiście wieczorem przyleciały przepiórki3 i pokryły obóz, a nazajutrz rano warstwa rosy leżała dokoła obozu. 14 Gdy się warstwa rosy uniosła ku górze, wówczas na pustyni leżało coś drobnego, ziarnistego, niby szron na ziemi415 Na widok tego Izraelici pytali się wzajemnie: «Co to jest?»5 - gdyż nie wiedzieli, co to było. Wtedy powiedział do nich Mojżesz: «To jest chleb, który daje wam Pan na pokarm. 16 To zaś nakazał wam Pan: Każdy z was zbierze dla siebie według swej potrzeby, omer na głowę. Każdy z was przyniesie według liczby osób, które należą do jego namiotu». 17 Izraelici uczynili tak i zebrali jedni dużo, drudzy mało. 18 Gdy mierzyli swój zbiór omerem, to ten, który zebrał wiele, nie miał nic zbywającego, kto zaś za mało zebrał, nie miał żadnego braku - każdy zebrał według swych potrzeb.
19 Następnie Mojżesz powiedział do nich: «Niechaj nikt nie pozostawia nic z tego do następnego rana». 20 Niektórzy nie posłuchali Mojżesza i pozostawili trochę na następne rano. Jednak tworzyły się robaki i nastąpiło gnicie. I rozgniewał się na nich Mojżesz. 21 Zbierali to każdego rana, każdy według swych potrzeb. Lecz gdy słońce goręcej przygrzewało, topniało.
22 W szóstym zaś dniu zbierali podwójną ilość pożywienia, dwa omery na każdego. I przybyli wszyscy przełożeni zgromadzenia, i donieśli to Mojżeszowi. 23 A on rzekł do nich: «Oto, co Pan chciał wam powiedzieć: Dniem świętym spoczynku, szabatem poświęconym dla Pana, jest dzień jutrzejszy. Upieczcie, co chcecie upiec, i ugotujcie, co chcecie ugotować. Wszystko zaś, co wam zbywa, odłóżcie na dzień następny». 24 I odłożyli na następny dzień według nakazu Mojżesza. I nie nastąpiło gnicie, ani też nie tworzyły się tam robaki. 25 Mojżesz powiedział: «Jedzcie to dzisiaj, albowiem dzisiaj jest szabat ku czci Pana! Dzisiaj nie znajdziecie tego na polu. 26 Przez sześć dni możecie zbierać, jednak w dniu siódmym jest szabat i nie będzie nic tego dnia».
27 Niektórzy z ludu wyszli siódmego dnia, aby zbierać, ale nic nie znaleźli. 28 Wówczas Pan powiedział do Mojżesza: «Jakże długo jeszcze będziecie się wzbraniali zachowywać moje nakazy i moje prawa? 29 Patrzcie! Pan nakazał wam szabat i dlatego w szóstym dniu dał wam pokarm na dwa dni. Każdy przeto z was pozostanie w domu! W dniu siódmym żaden z was niech nie opuszcza swego miejsca zamieszkania». 30 I stosownie do tego lud obchodził dnia siódmego szabat.
31 Dom Izraela nadał temu [pokarmowi] nazwę manna. Była ona biała jak ziarno kolendra i miała smak placka z miodem.
32 Mojżesz rzekł: «Oto, co nakazał Pan: Napełnijcie omer i przechowajcie go dla waszych późniejszych pokoleń, aby ujrzeli pokarm, którym żywiłem was na pustyni po wyprowadzeniu z ziemi egipskiej». 33 Mojżesz rzekł do Aarona: «Weź naczynie i napełnij je omerem manny, i złóż ją przed Panem, aby przechować ją dla waszych późniejszych pokoleń». 34 Aaron położył je przed Świadectwem6, aby przechować - jak to Pan nakazał Mojżeszowi.
35 Izraelici jedli mannę przez czterdzieści lat, aż przybyli do ziemi zamieszkałej. Jedli mannę, aż przybyli do granic ziemi Kanaan. 36 Omer zaś jest dziesiątą częścią efy.


W Księdze Liczb



Wj 16, 13 - Przepiórki w kwietniu lecą z Arabii południowej do Europy, skąd wracają we wrześniu. Zmęczone lotem dają się łatwo schwytać (por. Lb 11,31nPs 78[77],26-29).

31 Podniósł się wiatr zesłany przez Pana i przyniósł od morza przepiórki, i zrzucił na obóz z obu jego stron na dzień drogi, i pokryły ziemię na dwa łokcie wysoko6. 32 Ludzie byli na nogach przez cały dzień, przez noc i następny dzień, i zbierali przepiórki. Kto mało zebrał, przyniósł najmniej dziesięć chomerów7. I rozłożyli je wokół obozu. 

Wj 16, 15 - "Co to jest?" brzmi po hebr. man-hu, co jest ludową etymologią wyrazu manna. Może tu chodzi o ciecz, jaką wydaje z siebie krzew tamaryszku (Tamarix mannifera), lecz cudownie ubogaconą nowymi własnościami. W NT manna jest typem Eucharystii (J 6,31.49Ap 2,17).


Wj 16, 14 - Inne opisy wyglądu manny zob. wiersz 31 i Lb 11,7-9.  

( Manna zaś była podobna do nasion kolendra i miała wygląd bdelium5. Ludzie wychodzili i zbierali ją, potem mełli w ręcznych młynkach albo tłukli w moździerzach. Gotowali ją w garnkach lub robili z niej podpłomyki; smak miała taki jak ciasto na oleju. )

.........

sobota, 14 sierpnia 2021

HISTORIA MADONNY FERRUZZIEGO



łoda dziewczyna z Luvigliano, Angelina Cian, druga z 15 dzieci, została zauważona na ulicy przez Ferruzziego, gdy trzymała swojego kilkumiesięcznego brata Giovanniego.
Zgodnie z ówczesnym zwyczajem w rodzinach wielodzietnych starsze dziewczynki musiały pomagać w rodzinie i opiekować się młodszym rodzeństwem. Zresztą było podobnie i w polskich rodzinach.
Malarz był pod takim wrażeniem słodkiej sceny i piękna dziewczyny, że poprosił dziewczynę, aby została jego modelką, oczywiście za odpowiednią opłatą.

Angelina Cian miała zaledwie 11 lat, a ponieważ w tamtym czasie modelowanie dla malarza uważano za nieobyczajne, rodzice zakazali córce opowiadanie komukolwiek o tym zdarzeniu.
Należałoby przypuszczać, że dalsze losy tej dziewczynki potoczą się, jak w bajce.
Niestety...
Po kilku latach Angelina przeprowadziła się do Wenecji, gdzie poślubiła Antonio Bovo, po czym około 1906 roku wyjechali do Ameryki, osiedlając się w Oakland w Kalifornii.
 Dalej kontynuowała wielodzietność rodziny, bo miała aż 10 dzieci, jednak los sprawił, że pozostała wcześnie wdową z całą tą grupką do wychowania, ponieważ mąż zmarł w wieku 42 lat. Trudności były dla niej tak wielkie, że nie zdołała ich udźwignąć, popadając w rozpacz, co spowodowało chorobę psychiczną. Została umieszczona w szpitalu psychiatrycznym, gdzie pozostała aż do śmierci, czyli do 1972 roku. Fakt pozowania do obrazu Ferruzziego utrzymała w tajemnicy aż do śmierci.
Jedna z jej córek, Mary, która została zakonnicą, przybierając imię Siostra Angela Maria Bovo, odkryła tę tajemnicę dopiero w 1984 roku.

"(...)Mary była siódmym z dziesięciorga dzieci Angeliny Cian i Antonio Bovo.
Po śmierci ojca i załamaniu psychicznym matki, wraz z innymi braćmi trafiła do zakładu dla sierot, tracąc kontakt z włoskimi krewnymi.
To siostra Angela, jej duchowa przewodniczka, popchnęła ją do wyjazdu do Włoch w poszukiwaniu jej pochodzenia i dalekich krewnych.
W Wenecji znalazła dwie jeszcze żyjące starsze ciotki, siostry swojej matki: 88-letnią ciotkę Elisę i 80-letnią ciotkę Giulię .
Ciotka Giulia zabrała ją do rodzinnego domu, w którym dorastała jej matka; w jednym pokoju znajdował się obraz, reprodukcja Madonny autorstwa Ferruzziego: „ Ta Madonna jest twoją matką ” – mówi jej starsza ciotka.
„ Wiem ” – odpowiedziała zakonnica, wierząc, że mówi o Matce Boskiej jako Matce wszystkich wierzących.
Ale ciotka wyraziła się dokładniej i opowiedziała jej prawdziwą historię obrazu, wyjawiając jej, że to była twarz jej matki z młodości.

Siostra Angela Maria Bovo


Z „Madonną” Ferruzzi wygrał ten drugi Biennale w Wenecji w 1897 roku , w których brał udział z intencją reprezentujących Motherhood , jako malarza początkowo nazywany pracę.
Dzięki niezwykłej wyrazistej słodyczy obraz od razu odniósł ogromny sukces.
Obraz zakupiono za trzydzieści tysięcy lirów, na owe czasy postać astronomiczną.
Kilkakrotnie odsprzedany, za osiemdziesiąt tysięcy lirów kupili go bracia Alinari , właściciele znanego domu fotograficznego we Florencji, którzy wystawiali go w swoich pracowniach.
Kiedy postanowili go odsprzedać, bracia Alinari zastrzegli jednak prawa do wszelkiego rodzaju reprodukcji.
Najnowsze wiarygodne wiadomości pochodzą z zakupu obrazu w czasie II wojny światowej przez Johna George'a Alexandra Leishmana , mecenasa i dyplomatę, ówczesnego ambasadora w Szwajcarii, który kupił obraz, ale nie posiadał praw autorskich.
Potem losy obrazu zabarwiają się na żółto, gdyż giną jego ślady.
Według potomka Ferruzziego, ambasador amerykański wysłał obraz do Ameryki, ale podczas przeprawy statek z nim zatonął, niektórzy twierdzą, że z powodu sztormu, inni z powodu torpedy Niemców, a piękna Madonnina wylądowała na dnie morza.
Według innych obraz przybył w latach 50. do Pensylwanii i znajduje się w prywatnej kolekcji, ale jego lokalizacja nie jest znana."

Madonna by Roberto Ferruzzi

(...) Obraz, który znamy jako „Madonnę”, jest w rzeczywistości dziełem określanym jako „święte” najczęściej reprodukowanym na świecie i to nie tylko na płótnie, ale także na pocztówkach, kartkach świętych, znaczkach pocztowych i różnych przedmiotach.
Jednak mimo ogromnej popularności, niewiele osób zna nazwisko malarza, który uwiecznił go w 1897 roku i osobliwą historię, która się za nim kryła.

To dzieło, jako rzadki przypadek, w którym sława pracy przerasta zamysł autora, jest znany pod kilkoma nazwami: Madonnina , Madonna z Dzieciątkiem , Madonna del Riposo (Spoczynku) , Madonna delle Vie (Z ulicy) , Madonna della Tenerezza (Czułości), Madonnella a nawet Zingarella (Cygańska)."

Jeśli jeszcze nie rozwiałam  wątpliwości, kto był modelką Madonny z Dzieciątkiem, proszę porównać te dwa obrazy.


Madonna na znaczkach pocztowych


Żródło:
Madonnina Roberto Ferruzzi - blublogpreziosa.blogspot.com

 

czwartek, 8 lipca 2021

NIE BĄDŹ OBRAŻONYM DZIECKIEM

(by Albin Veselka Tutt'Art@) 

Najnowszy artykuł w Catholic Exchange autorstwa ks. Nnamdi Moneme, OMV traktuje o niebezpieczeństwie obrażania się na Boga.

"(...)
brażamy się na Boga z powodu śmierci naszych bliskich, tragedii w naszym życiu lub naszych nieudanych planów. Czujemy się obrażeni, ponieważ Bóg zwykle nie odpowiada na nasze potrzeby w sposób, w jaki oczekujemy od Niego. Obrażamy się na Niego z powodu naszych długotrwałych zmagań z grzechem, naszych bolesnych relacji itp. Obrażamy się na innych ludzi, takich jak nasi przywódcy polityczni, duchowni, a nawet na nasze bliskie związki z powodu ich działań lub zaniechań. . Obrażamy się również za nasze niepowodzenia, słabości życiowe lub uporczywe trudności.

Musimy sobie przypomnieć, że obraza tylko nas rani; nie Bóg ani inni. Obrażanie się i pozwalanie, by w nas wrzało, jest szybką i słodką trucizną dla duszy, która ostatecznie gasi radość naszego życia duchowego. Gdy obraza zamyka nasze serca na doświadczenie i ofiarowanie miłości Bogu i innym ze względu na Boga, nie możemy otrzymać łaski, której potrzebujemy, aby żarliwie się modlić, szczerze żałować za nasze grzechy, bezinteresownie służyć innym, odważnie praktykować cnoty i pokonywać grzech. Tracimy również wszelką prawdziwą radość, która pochodzi z bezwarunkowej miłości Boga. W ten sposób tracimy całą wewnętrzną radość w Bogu iw sprawach duchowych.

W ten sposób obrażanie Boga i podsycanie obrażania się na innych przygotowuje nas do pełnego buntu przeciwko Bogu, Jego przykazaniom i Jego woli wobec nas. Wszelki śmiały i uporczywy bunt przeciwko Bogu i Jego przykazaniom, który widzimy w naszych czasach w Kościele i poza nim, a zwłaszcza te grzechy przeciwko życiu ludzkiemu, czystości i małżeństwu, najprawdopodobniej rozpoczął się od świadomego lub nieświadomego obrażania Boga z jakiegoś jednego lub kilku powodów.

Św. Paweł pokazuje nam, że antidotum na obrazę jest utrzymywanie naszych serc i umysłu otwartymi na Boga i na innych, bez względu na to, jakiej zniewagi doświadczamy. Otrzymał „obfite objawienie” wraz z „cierniem w swoim ciele”. Ten „cierń” mógł być jakąś osobistą walką, sprzeciwem lub trudnością w jego życiu. Gorąco i wytrwale modlił się, aby Bóg go zabrał. Bóg nie zabrał mu „ciernia”, ale ofiarował Mu wystarczającą łaskę do wierności Mu pomimo walki: „Wystarczy ci mojej łaski, bo moc w słabości się doskonali”.

Św. Paweł nie był urażony odmową Boga uwolnienia go od tych mąk. Z ufnością otworzył swoje serce, aby otrzymać potężną łaskę Bożą. Łaska ta przemieniłaby, uzdrowiła i wzmocniła go do stawienia czoła, zaakceptowania i zniesienia wielu rzeczy, które łatwo spowodowałyby u każdego z nas obrazę: „Jestem zadowolony ze słabości, obelg, trudności, prześladowań i ograniczeń ze względu na Chrystus” (2Kor. 12:7,9, 10). Jest to moc łaski Bożej do wierności Chrystusowi nawet w obliczu rzeczy, które nas obrażają, jeśli tylko odmówimy zatwardzenia naszych serc przez obrażanie się na Boga.

Oprócz tego otwarcia na miłość Boga w obliczu obraźliwych rzeczy i osób, nigdy nie wolno nam pozwalać, aby w naszych relacjach z innymi trwała uraza. Jezus ostrzegł nas również przed tym: „Jeżeli składasz swój dar przy ołtarzu i tam pamiętasz, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw tam swoje dary przed ołtarzem i idź; najpierw pojednaj się ze swoim bratem, a potem przyjdź i złóż swój dar” (Mt 5,23-24).

Jeśli owocne uwielbienie Boga wymaga, aby nasze serca były wolne od jakiejkolwiek obrazy przeciwko nam, możemy sobie wyobrazić absurdalny scenariusz proaborcyjnego i popierającego dzieciobójstwo katolika przystępującego do Komunii św. Jest to kult najbardziej pusty i pozbawiony sensu, ponieważ nienarodzeni, którzy są mordowani w łonach swoich matek, mają tak wiele rzeczy przeciwko takim „katolikom”, którzy odmówili im podstawowego prawa do życia i duchowieństwu, którzy tolerują tak skandaliczne i świętokradcze przyjmowanie Eucharystii . Nie można myśleć o bardziej pustym kulcie niż ten.

Jeśli znajdujemy się w stanie obrazy na Boga, ponieważ nie rozumiemy Jego tajemniczych sposobów działania , łatwo poddajemy się zdenerwowaniu, że stan ten zabija naszą radość, by trzymać nas w pułapce. Musimy pamiętać, że Bóg, który zawsze jest miłosierny, oferuje nam tę samą wystarczającą łaskę, więc bądź Mu wierny w obliczu tych wszystkich przykrych wydarzeń. Nie możemy pozbyć się uczuć zdenerwowania bez pomocy Jego łaski.

Bóg dał nam również Swoją Matkę Maryję, zawsze wierną Matkę Bożej łaski, aby pomogła nam otworzyć nasze serca na przyjęcie i odpowiedź na Jego miłość i łaski w tych chwilach . Mama Maria nie obrażała się na innych we wszystkich przykrych momentach swojego życia, jak wtedy, gdy musiała urodzić Jezusa w żłobie lub szukać Go przez trzy dni. Nigdy nie obrażała się na Boga, nawet jeśli nie mogła zrozumieć działań Jezusa i Jego słów do niej: „Muszę zajmować się sprawami mojego Ojca… Niewiasto, jak ta twoja troska dotyczy mnie?” Ale Mama Maria miała otwarte serce na łaskę, która wspierała ją w wierności Chrystusowi nawet na krzyżu. Ona pomoże i może nam pomóc zrobić to samo dzisiaj.

W tej Eucharystii Jezus daje nam tę samą wystarczającą łaskę, która napełniła serce Maryi i przemieniła św. Pawła we własnych słabościach. Bez względu na różnorodne rzeczy lub osoby, które mogą nas dzisiaj urazić, On nadal oferuje nam również swoją wewnętrzną radość, uzdrowienie i pokój, które wynikają z otwarcia na Jego łaskę. Nie musimy być niewolnikami naszych niespokojnych uczuć, które zamykają nasze serca na miłość, ale możemy być Mu wierni w obliczu wszystkich tych przykrych rzeczy. Podobnie jak Mama Maryja, i z Jej pomocą, musimy tylko otworzyć nasze serca na Jego tajemniczą miłość i potężną łaskę i nie obrażać się na Niego z jakiegokolwiek powodu(...)

Cały artykuł znajduje się tutaj

środa, 7 lipca 2021

KIEDY DZIWISZ SIĘ, JAK TO MOŻLIWE?

 

[I am the rose of Sharon (1778)
by William Billings (1746--1800)]


Są takie pytania, na które odpowiedź mamy na czubku języka, nie wypowiadamy ich głośno, bo uwierzyć się nie chce, że to takie proste.

Lockdowny, kwarantanny, choroby... ale przecież przetrwaliśmy. Dlaczego?

Czyżby dzięki nadziei, że jesteśmy w stanie pokonać wszelkie przeciwności losu, byleby mieć ją,  NADZIEJĘ?

Nie będę się silić na odpowiedź "mojej produkcji". 

Obiecałam swoim Gościom - Czytelnikom tego bloga na wstępie, że będę cytować tych, którzy już coś  mądrego stwierdzili w danym temacie, tzn. tych, którym mogę polegać... ufać...

Skoro to blog katolicki, więc kogo, jak nie Jezusa tutaj zacytuję?

adzieja, to bezpieczna i silna kotwica duszy. Statek żeglujący po wzburzonym morzu potrzebuje spokojnego miejsca, by rzucić kotwicę. Wściekłe fale mogą nie pozwolić wielkim okrętom wpłynąć do bezpiecznej zatoki. Dlatego potrzebna jest mniejsza łódka, którą można kotwicę przenieść poprzez fale do zatoki. Gdy tam zostanie rzucona, statek będzie bezpieczny, mimo, że wciąż pozostaje na wzburzonej wodzie.
      Tak właśnie nadzieja czyni duszę - wieczną część twojej istoty - bezpieczną wśród życiowych zawirowań. Aby działać, nadzieja musi być mocno zakotwiczona we Mnie, Bogu-Zbawicielu, który umarł, by zapłacic karę za twoje grzechy. Kiedy Mnie ukrzyżowano, dzięki cudownemu zmartwychwstaniu nabrałem mocy , by stać się dla ciebie żywą  n a d z i e j ą  . Żyję pełniej, niż możesz to sobie wyobrazić. Gdy ze Mną zwiążesz swoją nadzieję, staniesz się częścią Mojego pełnego, wiecznego życia. A któregoś dnia twoje ciało, podobnie, jak Moje, okryje się chwałą! Do tego czasu niech będzie dla ciebie pociechą świadomość, że nadzieja-kotwica zabezpiecza cię nawet pośród  najgwałtowniejszych burz życia.
Cytat pochodzi z ksiązki Sarah Young - "Jezus jest blisko. Czerpać nadzieję z obecności Jezusa"


Niech Ci Bóg błogosławi w radości, nadziei i zdrowiu 💓

Claude Theberge

niedziela, 25 kwietnia 2021

PRZYPOWIEŚĆ O DOBRYM PASTERZU

 Zamieszczam tu kopię religijnego wpisu z mojego bloga ZAPISKI Z MOJEGO LAPTOPA

................................

TWÓJ GRZECH POGRZEBAŁEM W MOIM SERCU

     Ten post składa się w całości z cytatu z książki "Poemat Boga-Człowieka" Marii Valtorty. Jest w nim przekazana wizja dotycząca przypowieści o Dobrym Pasterzu. 
Drogi Czytelniku! Przeczytasz i przeżyjesz ją, jak piękną poezję, ale od tej chwili pełniej wyobrazisz sobie Ewangelię o Dobrym Pasterzu, kiedy usłyszysz ją w formie skróconej wysłuchanej np.: w kościele.
Zapraszam :-)


   
ezus przemawia do tłumu. Wspiął się na brzeg strumienia porośnięty drzewami. Mówi do licznego tłumu rozproszonego na polu, na którym zboże już ścięto i jest ono tylko spustoszonym ścierniskiem wypalonym przez słońce.

     Jest wieczór. Zapada mrok, lecz już wschodzi księżyc. Piękny i jasny wieczór na początku lata. Stada wchodzą do owczarni i dźwięk dzwoneczków miesza się z przenikliwym odgłosem świerszczy i cykad, wielkie: cyk... cyk... cyk... Jezus wykorzystuje fakt, ze przechodzą stada. Mówi:

    "Ojciec wasz jest jak pasterz troskliwy. Co robi dobry pasterz? Szuka pastwisk dobrych dla swoich owieczek, takich na których nie rośnie cykuta i inne trujące rośliny, ale słodkie koniczyny, pachnące mięty i gorzkie lecz zdrowe cykorie. Szuka tam, gdzie razem z pożywieniem byłby chłodny i czysty strumyk i cień krzewów, i nie panoszą się żmije między zielenią w bruzdach ziemi. Nie troszczy się o pastwiska najbardziej obfite, gdyż wie, że na nich jest łatwo znaleźć zasadzkę węży i trawy szkodliwe, ale wybiera raczej pastwiska górskie, gdzie rosy czynią trawę czystą i świeżą, a słońce oczyszcza ją od gadów, tam, gdzie powietrze jest rześkie i dobre, a nie ciężkie i niezdrowe, jak na równinie. 

       Dobry pasterz obserwuje swe owieczki jedna po drugiej. Pielęgnuje je, jeśli są chore, leczy, jeśli są poranione. Tę, która mogłaby się nabawić choroby przez zbytnią zachłanność pokarmu woła, inną która zachorowałaby z powodu  zbytniego przebywania w wilgoci lub na zbyt silnym słońcu przywołuje, aby poszła na inne miejsce. A jeśli któraś niedbała nie je, on szuka jej łodyg kwaskowatych i pachnących, potrafiących rozbudzić w niej ponownie apetyt i podaje jej je własną dłonią, przemawiając do niej, jak do zaprzyjaźnionej osoby. Tak postępuje Ojciec dobry, który jest w Niebie, ze Swoimi zbłąkanymi dziećmi na ziemi. Jego miłość jest łaską, która je gromadzi, Jego głos jest przewodnikiem, Jego pastwiskami - Jego Prawo, owczarnią - Niebo. 

      Ale oto jedna owieczka Go opuszcza. Jakże On ja kochał! Była młoda, czysta, jaśniejąca, jak obłok na kwietniowym niebie. Pasterz patrzył na nią z wielka miłością, myśląc, ile dobra mógłby dla niej uczynić i ile miłości od niej otrzymać. A ona Go porzuca.


      Szedł kusiciel drogą, która ciągnie się przy pastwisku. Nie ma surowego kaftana, lecz szatę w tysiącu kolorów. Nie ma skórzanego prymitywnego pasa i zawieszonego noża, lecz pas złoty. Zwisają z niego srebrne dzwoneczki, dźwięczące melodyjnie, jak głos słowika i ampułki z olejkami, które oszałamiają... Nie ma laski, jak dobry pasterz, aby nią gromadzić i bronić owce, jeśli zaś nie wystarcza laska, on jest gotów bronić siekierą i nożem, nawet narażając własne życie. Przechodzący kusiciel ma w rękach kadzielnicę błyszczącą od drogocennych kamieni, z której wychodzi zapach, będący zarazem odorem i zapachem miłym, który oszołamia tak, jak oślepiają mieniące się klejnoty, o, jakże fałszywie! Idzie śpiewając i rzuca garściami sól, która błyszczy na ciemnej drodze... 

        Dziewięćdziesiąt dziewięć owiec patrzy i stoją w bezruchu. 
      Setna, najmłodsza i najdroższa, daje susa i znika za kusicielem. Pasterz woła ją. Ale ona nie wraca. Biegnie szybciej niż wiatr, aby dołączyć do tego, który przechodził, kosztuje tej soli, która wpada do wnętrza i pali szaleństwem dziwnym. Z powodu niego dąży do wód głębokich i zielonych w głuchym lesie. A w lasach, za kusicielem,  grzęźnie i zapada się, i wspina się, i zstępuje, i upada... raz, dwa, trzy razy. I raz, dwa, trzy razy, czuje wokół szyi lepki uścisk gadów, a chcąc się napić, pije wody zanieczyszczone, a chcąc się pożywić, gryzie trawy błyszczące od wstrętnej śliny.

        Co robi w tym czasie dobry pasterz?
Zamyka bezpiecznie dziewięćdziesiąt dziewięć wiernych owiec i i potem rusza w drogę. Idzie, aż znajdzie ślady zagubionej. Ponieważ ona nie wraca do niego i nawet pozwala, by wiatr porywał słowa jego przywołania, on idzie do niej. Widzi ją z daleka, upojoną w kłębowisku gadów, tak pijaną, że nie odczuwa tęsknoty za obliczem, które ją kocha, i wyśmiewa je. I widzi ją ponownie, pełną winy, bo weszła, jak złodziejka, do cudzej siedziby, tak winną, ze nie ośmiela się już na niego spojrzeć... 
       Jednak pasterz nie zniechęca się... i idzie. Szuka jej, szuka, idzie za nią.  Płacząc nad śladami zaginionej - skrawki wełny: skrawki duszy; ślady krwi: rozmaite występki; nieczystości; dowody jej rozpusty - idzie i dochodzi do niej. 



    Ach, znalazłem cię, umiłowana! Doszedłem do ciebie! Jaką drogę przemierzyłem do ciebie, aby cię znaleźć znowu do owczarni. Nie pochylaj upokorzonego czoła. Twój grzech pogrzebałem w moim sercu. Nikt  oprócz mnie, który cię kocham, nie będzie o tym wiedział. Będę cię bronił przed krytyką innych, osłonię cię sobą samym, stając się tarczą chroniącą ciebie przed kamieniami oskarżycieli.  Chodź. Jesteś ranna? O, pokaż mi swoje rany. Znam je. Ale chcę, abyś mi je pokazała z ufnością, którą miałaś, kiedy byłaś czysta i patrzyłaś na mnie, twego pasterza i Boga, niewinnym okiem. Oto one. Wszystkie mają nazwy! Kusiciel, wiem o tym. To on: nie ma kija ani topora, ale uderza głębiej swoim zatrutym ukąszeniem, a z nim ranią fałszywe klejnoty z jego kadzielnicy: te, które cię zwiodły swoim błyskiem... a były siarką piekielną wydobytą na światło, aby rozpalić ci serce. Zobacz, co za rany! Ileż rozerwanej wełny, ileż krwi, ileż cierni. 

    O biedna mała zwiedziona duszo! Ale powiedz Mi: jeśli ci przebaczę, czy będziesz Mnie kochać? Powiedz Mi: jeśli wyciągnę do ciebie ramiona, czy przybiegniesz do nich? Powiedz Mi: czy jesteś spragniona dobrej miłości? W takim razie przyjdź i odródź się ponownie. Powróć na święte pastwiska. Płacz. Twój płacz wraz z Moim  obmywają ślady twojego grzechu i Ja, aby nakarmić cię, gdyż jesteś wyczerpana przez zło, które cię paliło, otwieram Sobie pierś, otwieram Sobie żyły i mówię ci: "Karm się, ale żyj!"

    Pójdź, niech cię wezmę w ramiona. Pójdziemy jak najprędzej na pastwiska święte i bezpieczne. Zapomnisz o całej tej rozpaczliwej godzinie. A dziewięćdziesiąt dziewięć sióstr, dobrych, będzie się radować z powodu twojego powrotu.




Ja ci to mówię - Moja owieczko zagubiona, której szukałem, idąc z tak daleka, do której dotarłem, którą ocaliłem - że większa jest radość między dobrymi z powodu jednego zabłąkanego, który powraca, niż z powodu dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nigdy nie oddalili się od owczarni." 
      Jezus nigdy się nie odwrócił, aby spojrzeć na drogę, którą ma za plecami i na której pojawiła się w półmroku wieczoru, Maria z Magdali. Jest jeszcze bardzo wytworna, ale już przynajmniej ubrana i okryta ciemnym welonem, który zakrywa jej rysy i kształty. Gdy jednak Jezus doszedł do słów: "Odnalazłem cię, umiłowana"  Maria wkłada ręce pod welon i płacze, cicho i nieprzerwanie. Ludzie nie widzą jej, bo znajduje się poza wałem przylegającym do drogi. Widzi ją tylko księżyc, już wysoko i duch Jezusa... 


 

wtorek, 2 lutego 2021

OFIAROWANIE PAŃSKIE

 Poniżej proponuję post z mojego drugiego bloga ZAPISKI Z MOJEGO LAPTOPA z okazji dzisiejszego Święta Ofiarowania Pańskiego. 

PANI GROMNICZNA


źródło: M. Gawalewicz, P. Stachiewicz, Królowa Niebios.
Legendy ludowe o Matce Boskiej, Warszawa 1894, s. 145


Edyta Marczyńska

więto Matki Boskiej Gromnicznej - tę czcigodną pamiątkę ofiary oczyszczenia, złożoną przez Najczystszą Dziewicę Maryję i pierwszy pobyt Zbawiciela w świątyni, którego sędziwy Symeon nazwał „światłem na objawienie pogan" (Łk 2, 32) - obchodzono w Jerozolimie już w drugiej połowie piątego wieku procesją z zapalonymi świecami.



Józef Strug, 

tak przed wielu laty pisał o Gromnicznej świecy:


„Gdy życie nasze dobiegnie do końca,
Gdy Bóg ostatnie godziny policzy,
Niech nam zaświeci, jak promienie słońca,
Światło gromnicy.


Gdy nasze czoło pot śmiertelny zrosi,
 Gdy nasze łoże obstąpią szatani,

Twojej obrony niech każdy uprosi –
Gromniczna Pani!
Kiedy nad nami zawisną czarne chmury,
Gdy na wsze strony lecą błyskawice,
Gdy ciemność straszna od dołu do góry:
Święćmy gromnice!
Matko Najświętsza! My nędzni grzesznicy,
Pod Twoją obronę się uciekamy,

Przed Twym obrazem, przy świetle gromnicy,
Ciebie błagamy!”

 

X Antoni z Parafii NMP Wspomożycielki Wielkich w Łoniowej tak pisze:

"Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece. 

 Niektórzy widzieli tu też znaczenie symboliczne – Maryja czczona jest jako łamiąca gromy gniewu Bożego. Gromnica! Już sama ta nazwa mówi że świeca ta chroni od gromów. Gdy czarne chmury latem nadchodzą ze wszystkich stron, gdy błyskawice rozdzierają niebo, gdy groźne pomruki burzy przeszywają człowieka trwogą, ręka chrześcijanina zapala gromnicę i stawia ją przed obrazem Jasnogórskiej Pani, a z ust wydobywają się błagalne słowa: „Pod Twoją obronę uciekamy się święta Boża Rodzicielko…”

 W tym dniu święci się gromnice, które później daję się do dłoni osobom opuszczającym ten świat, by Matka Boża była przy nich aż do ostatniego tchnienia i zapewniła im szczęśliwą wieczność. Jest powszechna wiara, że z tym światłem lżej człowiekowi umierać. 

 Człowiek w tej trudnej dla siebie chwili staje się spokojniejszy, znika gorycz przeżytych lat, giną w morzu niepamięci doznane krzywdy i upokorzenia, niestraszny jest lęk przed osądem Bożym.

Święto Ofiarowania Pańskiego jest jednym ze starszych świąt w Kościele, w Polsce nazwane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. 

 Z Maryją Gromniczną związana jest legenda opowiadająca o tym, jak to Święta Panienka odpędzała światłem gromnicy wilki od siedzib ludzkich. Ilustracją do tej legendy jest obraz naszego malarza Piotra Stachiewicza. Między opłotkami uśpionej wsi, w zimowej scenerii idzie Matka Boża ubrana swojsko, z gromnicą w ręce, którą odgania, sunące po śniegu w stronę ludzkich zagród, wilki. Także dziś symbolika tego obrazu przemawia do nas. Jak złe wilki chcą nas opanować duchy ciemności i dlatego tak bardzo jest nam potrzebne światło otrzymane z rąk Maryi. Dziś niezgoda sąsiedzka, alkoholizm, narkomania, brutalność i niepewność codziennego życia, kłamstwo, niesprawiedliwość, trudności ekonomiczne sieją spustoszenie w duchowości narodu. Są jak złe wilki z obrazu Stachiewicza. Nie bójmy się ich jednak, bowiem Maryja stoi na straży naszych rodzin, stoi ze światłem gromnicy."

 

źródło: M. Gawalewicz, P. Stachiewicz, Królowa Niebios.
Legendy ludowe o Matce Boskiej, Warszawa 1894, s. 145

 

Istnieje legenda o Matce Bożej Gromnicznej i wilku.


 W zimną, lutową noc szedł wilk za Matką Boską. Wilka tego szukali chłopi, chcąc go zabić. Spotkali na swojej drodze Pannę Świętą i spytali ją czy nie widziała wilka. Ona zaś odpowiedziała, że ani go nie widziała, ani nie zamierza go wydać. Kazała im poszukać wilka w swoich sercach i odesłała do domów.
Gdy chłopi odeszli ważąc słowa Matki, spod jej płaszcza wychylił się wilczy łeb. Matka Boska złajała wilka, ale nie była w stanie go wydać, gdyż również jego niedola wzruszyła jej serce.



Ernest Bryll

a ja mam coś dla tych co chcą
Pani Gromniczna
Pani Gromniczna proszę nie wyliczaj
Ile razy gasiłem tę świeczkę
Którą dano mi na drogi wieczne
Do Chrztu w starym kościele nad Narwią
Ja wiem – Bardzo późno dotarło
Do mojej głupiej głowy, że nie ma się trzymać
Niczego a tu w życiu zima
Na całego
Tylu nas przez mróz idzie i zgrabiałą dłonią
Chroni wspomnienie – maleńką łzę wosku
Czekamy na ten płomyk. Każdy chciałby dostać
Choć ździebełko światełka, co miało prowadzić

art by Teodor Axentowicz - Na Gromniczną

art by Teodor Axentowicz - W Dzień Matki Boskiej Gromnicznej

Teodor Axentowicz, Na Gromniczną, około 1889,
 Muzeum Narodowe w Warszawie, licencja PD,
źródło- cyfrowe MNW

art by Teodor Axentowicz - Na Gromniczną


art by Zofia Stryjeńska, Dziewczynka z świecą,
 lata trzydzieste XX wieku, tektura, gwasz, Muzeum Okręgowe w Lesznie


Zygmunt Glogger,
Rok polski w życiu, tradycyi i pieśni, 1900,
 Biblioteka Narodowa, źródło: Polona