Ostatnie dni były dla mnie czasem przymusowego zatrzymania. Niedomagania zdrowotne, nawet te niepozorne, mają to do siebie, że odbierają nam poczucie sprawstwa. Nagle flotylla moich planów stanęła w miejscu, a ja musiałam zmierzyć się z ciszą własnego pokoju i słabością ciała. Całe szczęście, że mam zapasik swoich postów i zaplanowane ich publikowanie. Właśnie na takie momenty zatrzymania.
Dziś, gdy z wdzięcznością biorę głęboki oddech, rozumiem, że Sacrum najpiękniej objawia się właśnie w takich momentach – gdy „wielkie sprawy” muszą poczekać, a my zostajemy sam na sam z tym, co kruche.
Uważność na małe cuda to nie jest wielka filozofia. To pokorne uznanie, że każdy powrót do zdrowia, każda chwila bez bólu i każdy promień słońca, który ociepla twarz, jest darem. Bóg nie zawsze mówi do nas przez grzmoty; częściej robi to przez ulgę, jaką przynosi odpowiedni lek, albo przez spokój, który spływa na serce po burzy lęku.
Kiedy leżałam, patrząc w sufit, zrozumiałam, że moje blogi, moje pisanie i cała ta „flotylla” to tylko narzędzia. Prawdziwe spotkanie z Sacrum dzieje się w uważnym „tu i teraz”. W tym, że znów mogę zaparzyć herbatę, że mogę pogłaskać psa, że wzrok znów cieszy się barwami świata.
Zatrzymaj się dziś na moment. Nie szukaj cudów na horyzoncie – one są tuż obok, w Twoim oddechu, w ciszy poranka, w drobnych gestach, których wcześniej nie dostrzegałeś. Moim małym cudem jest dzisiejszy powrót do Was.
A jaki jest Twój?
Modlitwa o czułe spojrzenie
Dziękuję Ci za dar poranka i za każdy oddech, który znów jest lekki.
Dziękuję, że przeprowadziłeś mnie przez czas słabości i zatrzymania,
ucząc mnie, że moja wartość nie zależy od tego, ile spraw załatwię,
ale od tego, jak bardzo potrafię przy Tobie być.
Daj mi, proszę, oczy, które dostrzegają cuda w rzeczach zwyczajnych.
Niech nie przeoczę Twojej obecności w uśmiechu drugiego człowieka,
w zieleni liści za oknem i w ciszy mojego domu.
Naucz mnie celebrować małe radości,
bo to one są listami miłosnymi, które codziennie do mnie piszesz.
Ulecz nie tylko moje ciało, ale i moje spojrzenie,
by było pełne ufności i spokoju.
Niech moje serce, odrodzone w uważności,
stanie się przystanią dla innych, szukających nadziei.
Bądź ze mną w każdej minucie tego dnia,
abym we wszystkim, co czynię, odnajdywała Twoje Sacrum.
Amen.
![]() |
Otworzyłam okno, by wpuścić słońce, a wleciał spokój, którego tak bardzo potrzebowałam |
Medytacja przy otwartym oknie
Zatrzymaj się na progu tego obrazu. Spójrz na kobietę, która nie patrzy na nas, lecz w głąb jasności. Okno jest otwarte – to zaproszenie, by granica między „moim światem” a „Twoim stworzeniem”, Boże, przestała istnieć.
Pierwszy oddech: Cisza.
Wokół nas tyle hałasu, tyle niepotrzebnych słów i obrazów, które zaśmiecają serce. Uważność zaczyna się tam, gdzie milkną skargi, a zaczyna się zdumienie. Spójrz na tego motyla – on nie walczy z powietrzem, on mu ufa. Czy potrafisz tak zaufać dzisiejszemu dniu? Czy potrafisz uwierzyć, że każda minuta, nawet ta najzwyklejsza, jest prowadzona Twoją ręką?
Drugi oddech: Kolor.
Zauważ harmonię. Pomarańcz bluzki, róż kwitnącego drzewa, zieleń trawy i czerń okularów, które chronią wzrok, ale nie zasłaniają prawdy. Sacrum nie potrzebuje filtrów. Ono jest w tym, co naturalne. Bóg maluje dla nas te pejzaże każdego ranka, nie prosząc o nic w zamian, poza jednym mgnieniem zachwytu. Czy podziękowałaś/eś dziś za kolory swojej codzienności?
Trzeci oddech: Spotkanie.
Motyl i człowiek. Kruchość i siła. Dzieli ich tak wiele, a łączy ta sama chwila istnienia. Medytacja to odkrycie, że nie jesteśmy sami. Że przez otwarte okno wiary zawsze wlatuje jakiś posłaniec nadziei – czasem to myśl, czasem czyjeś dobre słowo, a czasem właśnie taki cytrynowo-czarny gość na tle błękitu.
Czwarty oddech: Świadectwo.
Kiedy patrzycie na tę fotografię, widzicie mnie – Teresę, Waszą towarzyszkę w drodze. Te okulary chronią mój wzrok (jaskra), ale nie ukrywają radości, którą czerpię z tej chwili. Przeszłam przez swoje „ciemne noce”, przez chwile słabości i zdrowotne zawirowania, by dziś móc stanąć przed tym otwartym oknem i powiedzieć: Warto ufać. Ten motyl, który pojawił się na tle kwitnącej magnolii, to dla mnie osobisty znak od Pana, że życie zawsze zwycięża, a pokój serca jest możliwy nawet wtedy, gdy świat pędzi niezrozumiale szybko. Dzielę się z Wami tym obrazem, bo chcę, byście wiedzieli, że w moim „Kręgu Sacrum” każda/y z Was ma swoje miejsce przy tym oknie.
Zakończenie:
Zamknij oczy. Poczuj ciepło słońca na twarzy, tak jak czuje je kobieta na zdjęciu. Nie musisz dziś biec. Nie musisz niczego udowadniać. Wystarczy, że jesteś podtrzymywana/y w istnieniu przez Tego, który stworzył i motyla, i Twoje serce.
Pozostań w tej ciszy tak długo, aż poczujesz, że Twoje wnętrze stało się tak jasne, jak ten ogród za oknem.
<><><><>
Moi Drodzy, widzę, że nasz krąg powoli się powiększa. Bardzo mnie to cieszy – każda nowa osoba to nowa iskra w tej naszej wspólnej przystani.
Chciałabym Was zapytać: Jaki mały cud zdarzył się w Waszej codzienności w ostatnim czasie? Może to był promień słońca, uśmiech nieznajomej osoby, a może – tak jak u mnie – niespodziewany gość za oknem?
Nie bójcie się dzielić swoimi chwilami uważności. To one sprawiają, że nasze 'Sacrum' staje się żywe. Czekam na Wasze słowa z otwartym sercem!”
<><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z grawitacją kanapy. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz