Nieczęsto zdarza się, by święty był najbardziej znany ze względu na swoje pokrewieństwo. To zrozumiałe, ponieważ Kościół nie ogłasza kogoś świętym na podstawie jego rodowodu, ale raczej na podstawie świętości jego życia, świadectwa, jakie daje chrześcijanom w późniejszych czasach, oraz sposobów, w jakie może prowadzić wiernych drogą do komunii z Bogiem.
Wydaje się jednak, że typowa odpowiedź na pytanie „Kim jest św. Monika?” brzmi: „Matka św. Augustyna”. Czy to sprawiedliwa ocena tej świętej kobiety? Nie, święta Monika została wyniesiona na ołtarze z ważniejszego powodu, a jej przykład powinien być uznawany i naśladowany przez chrześcijan w każdym czasie i miejscu.
Historia błogosławionego życia św. Moniki jest oczywiście nierozerwalnie związana z historią jej dzieci. Jako matka, dokładała wszelkich starań dla dobra swoich dzieci i ich wiecznych dusz, robiąc wszystko, co w jej mocy, by doprowadzić je do Boga i pomóc im dostać się do nieba. Ale w jaki sposób jej macierzyńskie życie doprowadziło ją do świętości i co to mówi nam dzisiaj?
Monika urodziła się w 331 roku n.e. w Tagaście w Afryce Północnej. Była dzieckiem chrześcijańskich rodziców i wcześnie wyszła za mąż za poganina o imieniu Patrycjusz, który piastował urząd w Tagaście. Mówi się, że Patrycjusz nie był kochającym mężem. Monika wiele wycierpiała z rąk męża; był on porywczy, a jego pogańskie, jedynie z nazwy, „religijne uczucia” kłóciły się z pobożnymi praktykami chrześcijańskimi Moniki. Modliła się nieustannie, dawała jałmużnę ubogim, co rozgniewało Patrycjusza. Mówi się jednak, że zawsze szanował jej praktyki i podziwiał bezinteresowność Moniki, choć potrafiła go ona rozgniewać.
Monika wspierała inne żony w Tagaście, które znalazły się w podobnej sytuacji, a jej przykład cierpliwości i życzliwej, chrześcijańskiej miłości był dla tych kobiet potężnym świadectwem.
Patrycjusz nie był szczególnie przychylny pragnieniu Moniki, by wychować dzieci po chrześcijańsku. Mieli troje dzieci, które przeżyły niemowlęctwo: Augustyna, Nawigiusza i Perpetuę. Jako małe dziecko Augustyn poważnie zachorował, a Monika błagała męża, aby pozwolił im ochrzcić syna. Patrycjusz był nieugięty w tej sprawie, ale ze względu na stan zdrowia chłopca zgodził się na chrzest. Jednak gdy Augustyn wyzdrowiał, Patrycjusz zmienił zdanie i nie zezwolił na chrzest. Monika była zdruzgotana i załamana.
Choć była zrozpaczona potencjalnym stanem duszy syna i jego losem, jeśli nie przyjmie chrztu, wiara i cierpliwość Moniki nigdy nie osłabły. Nadal się modliła, żarliwie prosząc Boga o błogosławieństwo dla swoich dzieci – nawet (i zwłaszcza) wtedy, gdy wydawało się, że jej dzieci zbłądziły.
W miarę jak Augustyn dorastał, rzeczywiście zaczął zbaczać na manowce. Sam nawet opisuje siebie jako coraz bardziej leniwego w młodości i zaczynającego obracać się w nieco niesfornym towarzystwie. W miarę jak lęk Moniki o syna stawał się coraz bardziej dotkliwy, w jej życiu pojawiła się wielka łaska – jej mąż, Patrycjusz, został chrześcijaninem. Być może Bóg zachęcał Monikę, by nie traciła wiary w stosunku do dzieci, a może niezachwiana cierpliwość i niezłomna wiara Moniki były tak silnym świadectwem, że sam Patrycjusz został poruszony do nawrócenia. Choć powody jego nawrócenia pozostają tajemnicą, jedno jest pewne: Monika pozostała wierna Bogu, niezależnie od tego, z czym się zmagała.
Patrycjusz zmarł w 371 roku n.e., gdy Monika miała 40 lat, a Augustyn 17. W tym okresie życia Augustyn zaczął coraz bardziej odchodzić od prawosławnego chrześcijaństwa. Augustyn studiował w Kartaginie i w tym czasie stał się manichejczykiem, heretyckim nurtem chrześcijaństwa tamtych czasów. Po powrocie do domu został wygnany przez matkę, która była zrozpaczona zmianami w jego wierzeniach.
Wkrótce potem Monika otrzymała wizję, która zachęciła ją do pojednania z Augustynem. Nadal modliła się za syna i poświęcała swoje wysiłki na rzecz zbawienia jego duszy. Augustyn wyjechał do Rzymu, a później do Mediolanu, a Monika podążyła za nim. To właśnie w Mediolanie spotkali postać, która odmieniła ich życie i zmieniła bieg zachodniej myśli chrześcijańskiej.
Biskupem Mediolanu był wówczas św. Ambroży. Dzięki jego wpływowi Augustyn porzucił heretyckie ścieżki i został ostatecznie ochrzczony w 387 roku przez wielkiego biskupa. Monika i jej syn przeżyli miesiące radości i błogosławionego szczęścia, rozpoczynając podróż powrotną do Afryki Północnej. Jednak nie trwała ona długo. W Ostii, w drodze powrotnej, Monika zmarła.
Augustyn w swoich Wyznaniach oddał hołd swojej matce, zamieszczając m.in. następujący piękny fragment:
„Cóż więc tak boleśnie bolało mnie w środku, jak nie świeżo zadana rana, spowodowana nagłym zerwaniem najsłodszego i najdroższego zwyczaju wspólnego życia? Przepełniła mnie prawdziwa radość z jej świadectwa, gdy w czasie ostatniej choroby, schlebiając mojej wierności, nazwała mnie dobrym i z wielką miłością przypomniała, że nigdy nie słyszała z moich ust żadnego ostrego ani wymuszonego głosu. Lecz jednak, o Boże mój, który nas stworzyłeś, jakżeż cześć, jaką jej okazywałem, może być porównywana z jej niewolą wobec mnie? Gdy więc zostałem pozbawiony tak wielkiej pociechy w niej, moja dusza została zraniona, a to życie, które z jej i mojego życia razem, stało się jednym.” (Księga IX, 30)
Mówi się, że Monikę pocieszył kiedyś biskup słowami: „Dziecko tych łez nigdy nie zginie”. To prorocze przesłanie mogło w znacznym stopniu wzmocnić niezłomną wiarę Moniki i jej wytrwałą cierpliwość. Patrząc na całą historię Moniki, staje się jasne, że wiele wycierpiała, pomimo poświęcenia chrześcijańskiemu życiu. Być może czuła się jak Hiob, prześladowana i dręczona przez diabła, wystawiana na próbę wiary i cierpliwości. Ale pomimo tych trudności pozostała wierna.
Święta Monika nie jest czczona jako święta, ponieważ jest matką św. Augustyna. Jest czczona ze względu na swoje święte życie, nieustanną wytrwałość w praktykowaniu cnót cierpliwości i wiary.
Modlitwa matki o pobożne życie i zbawienie wieczne dla męża i dzieci
Święta Moniko, przez Twoje palące łzy i nieustające modlitwy ocaliłaś swego syna oraz męża od wiecznego potępienia. Wyproś mi łaskę właściwego rozumienia tego, co najbardziej jest potrzebne moim dzieciom i memu mężowi do zbawienia, abym mogła skutecznie powstrzymywać ich od życia w grzechu i poprzez własną cnotę i pobożność pokazywać im drogę do nieba.
Amen.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Dziękuję, że jesteś tutaj ze mną...
Niech ta chwila ze sztuką i słowem przyniesie Ci pokój. Jeśli ten wpis poruszył Twoje serce, podziel się swoją myślą w komentarzu – każde Twoje słowo jest dla mnie cennym darem.
Z modlitwą i światłem, Teresa
<><><><><><><><><><><><>
⚓ Moja blogowa flotylla:
💻 Zapiski z mojego laptopa – Codzienność, humor i walka z leniwą veną. tutaj
✨ W Kręgu Mojego Sacrum – Chwile zatrzymania i rozmowy z Archaniołami. tutaj
🎨 Oko na Obraz – Interpretacje – Sztuka bez krawata: nostalgia, humor i filozofia. tutaj
⛵ Wierszyki sercem pisane – Mój „biały żagiel” dla dzieci i dorosłych marzycieli. tutaj


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz